List otwarty do Kaczyńskiego Migalski opublikował w niedzielę na swoim blogu internetowym. Europoseł w liście do prezesa obarcza go m.in. winą za niskie notowania partii. - To, w dużej mierze, pana wina - podkreśla. Jego zdaniem, strategia
PiS po wyborach prezydenckich "prowadzi prostą drogą do klęski wyborczej w nadchodzącej elekcji samorządowej i przyszłorocznej elekcji parlamentarnej". Jak dodał, list otwarty to "dramatyczna próba podjęcia debaty nad możliwością uniknięcia obu tych przegranych, które byłyby już piątą i szóstą z rzędu przegraną naszej formacji w konfrontacji z PO".
"Mamy do czynienia z błędną analizą pana Migalskiego" W ocenie Błaszczaka, analiza przedstawiona przez Migalskiego jest "błędna i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością".
- Mamy do czynienia z błędną analizą pana Migalskiego, która pozostawia wiele do życzenia. Nie należy się spodziewać, aby prezes PiS odpowiadał na tego rodzaju list, bowiem w Polsce nie ma zwyczaju, aby lider partii politycznej korespondował z komentatorami politycznymi - powiedział Błaszczak.
Zaznaczył, że Migalski wciąż nie jest członkiem PiS, a jedynie, jako politolog został wybrany do Parlamentu Europejskiego z listy tej partii. - Po tym liście można stwierdzić, że pan Migalski wybrał powrót do roli, jaką przez wiele lat pełnił, czyli komentowania rzeczywistości politycznej - powiedział Błaszczak.
"Migalski popełnił polityczne faux pas" Według posła PiS Andrzej Dera, Migalski publikując na swoim blogu list otwarty popełnił "polityczne faux pas" obarczając w nim Jarosława Kaczyńskiego winą za niskie notowania partii. - Ten list był zupełnie niepotrzebny. Jeżeli Marek Migalski chce rozmawiać na temat zmian w partii, to powinien najpierw wstąpić do PiS, a nie na forum publicznym rozmawiać o sprawach, które dotyczą spraw wewnętrznych partii. Tak politycy nie powinni robić i takie zachowanie mi się nie podoba - powiedział Dera.
Poseł PiS negatywnie odniósł się także do słów Migalskiego, w których wytknął prezesowi PiS to, iż jest jednym z polityków mającym najniższe zaufanie społeczne.
"To nie dyskusja, tylko tworzenie medialnej zadymy" - Wiele hałasu o nic, ta wypowiedź nie będzie miała tak naprawdę żadnego większego politycznego oddźwięku - w ten sposób list Migalskiego skomentował eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki. Jego zdaniem, "dyskusja przez listy otwarte to nie jest dyskusja, tylko tworzenie pewnej medialnej zadymy".
Czarnecki przypomniał, że Migalski jest z wykształcenia politologiem. - Mam wrażenie, że dalej jest politologiem, a nie politykiem - podkreślił. W jego ocenie Migalski przypomina krytyka teatralnego, "który cały czas poucza aktorów jak mają grać, ale sam tym aktorem jakoś nie został, raczej chyba nie zostanie". Europoseł ocenił, że list Migalskiego nie wywołał żadnego odzewu w PiS-ie.
"Ma ten komfort, że jeszcze cztery lata będzie eurodeputowanym" Z tezami zawartymi w liście zgadza się polityk Platformy wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. Według niego, PiS koncentrując się na "wymyślonych i w większości fikcyjnych problemach zmierza drogą do nikąd".
- Nie jest to moje zmartwienie, ale te oceny są trafne tzn. ta droga, którą idzie PiS jest szkodliwa dla tej partii i szkodliwe dla Polski. To jest droga zimnej, ostrej, bardzo brutalnej konfrontacji, zimnej wojny domowej. To jest droga "wygrywania" Smoleńska, droga kłamstwa, oszczerstw, insynuacji - powiedział Niesiołowski.
Jak podkreślił, trudno powiedzieć, jakie będą konsekwencje listu Migalskiego. - Pan Migalski ma ten komfort, że jeszcze cztery lata będzie eurodeputowanym, czyli jest w lepszej sytuacji niż posłowie PiS - napisanie przez nich takiego listu oznaczałoby, że prawdopodobnie w najbliższych wyborach parlamentarnych nie znaleźliby się na listach wyborczych - zaznaczył wicemarszałek Sejmu.