Zdaniem nowo powołanego doradcy prezydenta jest jedno najlepsze rozwiązanie sporu o pomnik ofiar katastrofy.
Jego zdaniem należy przepytać radnych Warszawy, bo to tylko od nich zależeć będzie kiedy, gdzie i jaki pomnik ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu może się pojawić w Warszawie. - To świetna droga wyjścia z klinczu - mówił prof. Tomasz Nałęcz - To nie prezydent decyduje, ani posłowie, ani protestujący pod krzyżem. O tym zdecydują władze samorządowe Warszawy. Idą wybory: pytajmy radnych, jakie jest ich zdanie na ten temat - stwierdził.
Wczoraj tzw. obrońcy krzyża pokazali swój projekt pomnika. Ma to być 96 rąk
ZOBACZ>> Otwarte okno prezydenta Wczoraj ogłoszono, że prof. Nałęcz będzie doradcą prezydenta ds. historii i dziedzictwa narodowego. Sam nie wie jeszcze, jaki będzie zakres jego obowiązków - Prezydent planuje, by grono doradców było kilkuosobowe - mówi. - To będzie otwarte okno prezydenta na Polskę. Miejsce refleksji nieuwikłane w bieżące urzędowanie, ponieważ podczas niego często się nie dostrzega szerszych problemów - powiedział Nałęcz.
Wypowiedział się też na temat pomnika żołnierzy Armii Czerwonej, którego po sprzeciwach nie odsłonięto w Ossowie - Protestujący nie są mieszkańcami gminy, tylko przyjechali z zewnątrz. Co mnie wzrusza w relacjach prasowych to to, że mieszkańcy tam palili świeczki już wcześniej. Szacunek należy się wszystkim zmarłym - powiedział Nałęcz.
Były sympatyczne telefony... Tomasz Nałęcz, polityk lewicy, poparł Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich i wypowiadał się krytycznie o kandydaturze Grzegorza Napieralskiego, szefa
SLD. Za to posypały się na niego gromy ze strony, m.in. Jerzego Wenderlicha czy Joanny Senyszyn. Wicemarszałek powiedział m.in. że nigdy nie zatrudniłby Nałęcza, bo "jest podatny na polityczną zdradę". - O wicemarszałku Sejmu z lewicy mogę mówić tylko z szacunkiem i sympatią - mówił wyważonym tonem Nałęcz i dodał. - Darzę panią Senyszyn za ostrość z formułowaniu poglądów. Czasem mi zgrzyta pasja, z jaką wchodzi w kwestie publiczne. Ona ma temperament nastolatki - dodał.
Powiedział też, że po ogłoszeniu informacji o tym, że będzie współpracował z prezydentem Komorowskim "były sympatyczne telefony od kolegów z lewicy". Krytyczne opinie pojawiały się w komentarzach w mediach.