Zdaniem prof. Henryk Domański, dyrektora Instytutu Filozofii i Socjologii PAN najistotniejszym wątkiem przemówienia nowego prezydenta było podkreślenie jedności. - Jednak nie było to wyrażone wystarczająco mocno - zauważył ekspert.
- Biorąc pod uwagę silne napięcia społeczne wokół kwestii politycznych można było mocniej podkreślić tę potrzebę jedności i to, że Komorowski od tej pory wychodzi z tramwaju "Platforma Obywatelska", czy "partia polityczna" i zaczyna być głową państwa, przedstawicielem wszystkich Polaków - stwierdził prof. Domański.
"Niespodzianek nie było, za mało o programie" Ekspert uważa też, że w wystąpieniu prezydenta zabrakło zarysowania programu. - Od prezydenta można by oczekiwać wskazania kierunków polityki zagranicznej, które będzie wspierał. Ważnym akcentem byłoby wsparcie dla polityki wschodniej realizowanej przez Lecha Kaczyńskiego - zaznaczył prof. Henryk Domański.
Z kolei zdaniem prof. Radosława Markowskiego z PAN w orędziu Komorowskiego nie było "żadnych wielkich niespodzianek". - Wystąpienie było trochę niezrównoważone, jeśli chodzi o wielkie wizje i takie drobne szczegóły - wytknął politolog tu wskazując na fragment dotyczący pomocy prawnej dla osób ubogich. - To ważna rzecz, ja popieram, ale w orędziu prezydenckim to trochę zbytni szczegół - dodawał politolog.
Prof. Markowski podkreślił optymizm zawarty w prezydenckim orędziu, pokazanie świata jako przyjaznego. - Takie sprzedanie wizji osadzenia Polski w bezpiecznym środowisku, to jest dla ludzi ważne. Myślę, że jeśli ta prezydentura będzie to kontynuowała - należy mieć nadzieję - to jest to dobry prognostyk - powiedział.
"Zachowanie Kaczyńskiego niepoważne" Z kolei nieobecność Kaczyńskiego na uroczystości zaprzysiężenia nowego prezydenta politolog nazwał "niepoważnym, złym zachowaniem, piaskownicą polityczną". - Prezesa
PiS nie tłumaczą względy osobiste - uważa Markowski. - Pan
Jarosław Kaczyński nie jest osobą prywatną. Jest byłym premierem Polski, głównym kontrkandydatem prezydenckim, którego popierało prawie 8 milionów osób, i to był bardzo zły sygnał dla tych osób i różnych innych napięć, które przed nami - zauważył politolog z PAN.