- Przede wszystkim problem przez wyciek mają Stany Zjednoczone, w drugiej kolejności NATO - mówił w TOK FM dr Piotr Ostaszewski, amerykanista z SGH. - W samych Stanach problem ma prezydent, bo musi kontynuować politykę, którą narzuciła poprzednia ekipa rządząca. Podobna sytuacja miała miejsce w 1971 roku podczas wojny w Wietnamie - dodał.
Fot. Julie Jacobson AP
Żołnierz amerykański w polu maku, Kandahar, Afganistan
- Wydaje mi się, że wyciek dokumentów opublikowanych przez WikiLeaks to głównie problem Stanów Zjednoczonych - mówił w TOK FM dr Piotr Ostaszewski, amerykanista z SGH. - Podobna sytuacja miała miejsce w 1971 roku podczas wojny w Wietnamie, wtedy też wyciekły materiały.
Wyciek z Afganistanu nowymi "Pentagon Papers"?
Ostaszewski odniósł się do wyczynu Daniela Ellsberga. Ellsberg pracował jako cywil w administracji amerykańskiej w Wietnamie. Po powrocie został zatrudniony przez RAND Corporation, amerykański think tank, gdzie uczestniczył w tworzeniu tajnego raportu o zaangażowaniu wojsk USA w Wietnamie dla ówczesnego sekretarza obrony USA Roberta McNamary.
Ellsberg pod koniec lat 60. zaczął wykradać tajne wyniki raportu, żeby przedstawić je politykom. Ci jednak nie chcieli mieć nic wspólnego z dokumentami zwanymi potocznie "Pentagon Papers".
Ellsberg przekazał w końcu raport dziennikowi "New York Times", który w czerwcu 1971 roku zaczął go publikować. Z dokumentów wykradzionych przez Ellsberga wynikało, że rząd amerykański od początku wojny w Wietnamie uważał, że wojna jest nie do wygrania, jednak nie informował o tym opinii publicznej.
- Teraz mamy wojnę w Afganistanie. Wojnę, która jest przegrywana - podkreślił analogię Ostaszewski. Zaznaczył, że coraz więcej osób się zastanawia z kim jest ta wojna prowadzona. - Ma ona na celu zmianę struktur państwa, tyle że przecież przeciwnik już dawno nie jest u władzy - mówił Ostaszewski.
Ellsberg w wywiadzie dla Larry'ego Kinga stwierdził, że na dokumentację podobną do tej, którą on sam wykradał, tyle że dotyczącą Iraku i Afganistanu, czekał bardzo długo. - Żałuję, że nie było takiego wycieku wcześniej - mówił w CNN.
Wyciek to problem Obamy
- W samych Stanach problem ma prezydent, bo musi kontynuować politykę, którą narzuciła poprzednia ekipa rządząca - komentował amerykanista. - Na razie Obama nie przedstawił żadnej spójnej doktryny, a musi podążać za polityką Busha.
Według dr Ostaszewskiego opinia publiczna raczej nie będzie reagowała tak aktywnie jak podczas wojny w Wietnamie, bo teraz nie ma armii poborowej. - Teraz żołnierz podpisując kontrakt decyduje się w zasadzie na wyjazd - mówił Ostaszewski. - Nie sądzę, żeby ktoś aż w tak emocjonalny sposób angażował się w wojnę. Na przykład z tych dokumentów dowiadujemy się, że wojna wygląda gorzej niż jest to pokazywane, ale nie sądzę, żeby kogoś to bardzo poraziło i spowodowało, że ludzie wyjdą na ulicę. To nie ta skala - podsumował.
Rozbawilo mnie to do lez, cytuje: "Na razie Obama nie przedstawił żadnej spójnej doktryny, a musi podążać za polityką Busha." Koniec cytatu. Pierwsza czesc bez zarzutu, nie przedstawil i nie przedstawi, bo z pustego i Salomon nie naleje. Druga teza, o "podazaniu" jest naciagana szerzej niz usmiech Mesjasza Zmiany. Caly sens plugawej i chamskiej kampanii Baracka sprowadzal sie do rzygania obelgami na Busha i zapowiadania Zmiany, Zmiany, Zmiany i jeszcze raz Zmiany. Czemus, rzeczonej zmiany ani nawet maluskiej zmianki w polityce zewnetrznej obecna admonistracja nie jest w stanie wymyslec, od czasu zejscia Travisa z tego padolu nieswiezych bananow.
Wiec moze swita Obamy nie tyle "musi podazac" ile nie pojecia, co robic, zeby nie dawac wiecej plam jak Gitmo, zwiedly stymulus czy podatek na leczenie nielegali.
Ale to juz ich zmartwienie, podobnie jak wyciek tajnych danych - jeszcze jeden objaw kompletnej indolencji obecnej administracji, wybranej w nadziei cudu nad Potomakiem.
Nadzieja matka madrych inaczej, mowi stare przyslowie.