Niemieckie media obarczają organizatorów Love Parade w Duisburgu, odpowiedzialnością za wczorajszą tragedię. Media zgodnie twierdzą, że impreza była źle przygotowana. Główny plac przed dawnym dworcem kolejowym mógł pomieścić 250 tysięcy osób. Pojawiło się na nim sześciokrotnie więcej uczestników. Zdaniem mediów, błędem było również wyznaczenie tylko jednego wejścia, w dodatku przez tunel, z którego nie było ucieczki. "Der Spiegel" przypomina, że organizację Love Parade w Duisburgu poprzedziła debata na temat bezpieczeństwa jej uczestników.
Krytyczne głosy zostały zignorowane - pisze tygodnik Uczestnicy Love Parade stawiają także zarzuty pod adresem policji i firm ochroniarskich. Świadkowie tragedii mówią m.in., że informowali policję, iż w tunelu, który prowadził na teren imprezy jest za dużo ludzi. Jednak funkcjonariusze mieli zignorować ich uwagi. - Już trzy dni temu mówiłem, że organizatorzy są głupi, ponieważ udostępnili tylko jedno wejście na Love Parade. Nie można zamknąć tylu ludzi za płotem - mówi BBC mieszkaniec Duisburgu.
Zdaniem wielu świadków iskrą, która wywołała panikę tłum było zamknięcie tunelu w momencie, kiedy miejsce imprezy wypełniło się fanami muzyki techno. Policja jednak odpiera zarzuty, twierdzi, że tuż przed tragedią otworzyła drugie wyjście.
Wiadomo też, że najwięcej ludzi zginęło nie w tunelu, tylko podczas wspinaczki na metalowe schody, które znajdowały się przed wąskim wejściem do tunelu otoczonego betonowymi ścianami. Na amatorskich filmach
wideo widać, jak setki ludzi wspinając się na ściany, i konstrukcję schodów próbuje się ratować.
Policja: Kontrolowaliśmy ruch Szef policji w Duisburgu Detlef von Schmeling na konferencji prasowej zapewnił, że przez cały dzień trwania imprezy policjanci kontrolowali ruch przy tunelu, którym uczestnicy festiwalu wchodzili na imprezę. Ustawiono bramki, by za dużo ludzi nie weszło tam jednocześnie. Detlef von Schmeling zapewnił także, że w chwili tragedii w tunelu było wystarczająco miejsca, by móc się normalnie przemieszczać. Wcześniej także policjanci mówili o tym, że najprawdopodobniej przeludnienie było przyczyną tragicznych wydarzeń w Duisburgu.
Jaka jest więc przyczyna tragedii? - Tego dowiemy się po zakończeniu śledztwa - mów szef policji.
To była masowa panika Do tragedii doszło przed głównym wejściem na teren imprezy przed dawnym dworcem towarowym w Duisburgu. Z powodu ogromnego ścisku, jaki panował na placu przed główną sceną, tysiące osób próbowało go opuścić. Jednocześnie z drugiej strony napierał tłum widzów, którzy próbowali wejść na plac. Tysiące ludzi chciało w panice opuścić tunel. Wiele osób zostało zgniecionych i stratowanych przez innych uczestników Love Parade.
"Jak zapomnieć twarze zmarłych?" Świadkowie tragedii mówią, że informowali policję, że w tunelu, który prowadził na teren imprezy jest za dużo ludzi. Jednak funkcjonariusze mieli zignorować ich uwagi. - Już trzy dni temu mówiłem, że organizatorzy są głupi, ponieważ udostępnili tylko jedno wejście na Love Parade. Nie można zamknąć tylu ludzi za płotem - mówi BBC mieszkaniec Duisburgu.
Niektórzy uczestnicy imprezy nadal są wstrząśnięci tym, co tam zobaczyli. - Wszędzie, gdzie spojrzałeś byli ludzie z sinymi twarzami - mówi jednak z dziewczyn, biorąca udział w imprezie. - Mój chłopak wyciągnął mnie spod ciał. Gdyby tego nie zrobił, zginęlibyśmy. Jak mogę teraz zapomnieć twarze tych osób? Twarze zmarłych? - pyta inna uczestniczka.
Zobacz zdjęcia: dzień po tragedii 