Pociągiem na Hel: postój w lesie i 6 godzin gratis

Dworzec PKP w Krakowie

Dworzec PKP w Krakowie (Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta)

Tylko z PKP: postój niespodzianka w urokliwym lesie, nieczynna klimatyzacja i zamknięte okna w przedziale (by pasażerowie nie złapali przeziębienia) i - absolutnie gratis! - dodatkowe 6 godzin na kontemplowanie krajobrazu całej Polski.
Nazywam się Joanna Targoń, jestem dziennikarką "Gazety". 15 lipca wyruszyłam z Krakowa na Hel, na wakacje. Miała to być podróż długa, ale w miarę bezbolesna. Kupiłam promocyjny bilet (trzy przejazdy za 169 zł) i miejscówkę w I klasie InterCity do Gdyni. Wszystko było jak trzeba - przez mniej więcej półtorej godziny. Wyjechaliśmy o 6.14, a gdy już zastanawiałam się nad wyjęciem swetra z walizki (klimatyzacja tradycyjnie była nastawiona na mrożenie podróżnych), pociąg stanął. W lesie. Stał, stał, grzał się - aż usłyszeliśmy, że jest awaria trakcji, która potrwa "czas nieokreślony". Zapowiedziano też, że za chwilę przejedzie sąsiednim torem pociąg do Warszawy, do którego będą się mogli przesiąść ci, którzy jadą do Warszawy, a ja i reszta "nadmorskich" mamy czekać na spalinowóz, który nas cofnie i przepchnie na inny tor. W Warszawie miał być podstawiony kolejny pociąg - do Gdyni. Czekaliśmy więc, spalinowóz nadjechał, ale nie dał rady. Cóż, poczekaliśmy znów. Patrząc na las za oknami..., na następny pociąg do Warszawy...

W końcu przesiedliśmy się; obsługa naszego pociągu była bardzo miła, pomagała przenosić bagaże i wspinać się na stopnie. Do Warszawy dojechaliśmy w tłoku, ale co robić, sytuacja wyjątkowa.

Pasażer chichocze

Tam na peronie czekał pan, który się grzecznie przedstawił i zapewnił, że się nami zajmie. Poczuliśmy, że kolej się nami opiekuje, stara się nas dostarczyć na miejsce. Okazało się jednak, że miły pan miał na myśli nie wszystkich pasażerów pechowego pociągu, tylko 68-osobową grupę dzieci z opiekunami, jadącą na kolonie. O nas nic nie wiedział. Od 7.30 (kiedy to stanęliśmy w lesie) do 11.45 (kiedy to dotarliśmy do Warszawy) PKP miała czas na sprawdzenie liczby pasażerów - wydawałoby się to nietrudne, jako że bilety sprzedaje się w systemie komputerowym. Nikt tego nie zrobił, miły pan był bardzo zdziwiony naszym istnieniem. Trzeba jednak powiedzieć, że dzielnie podjął wyzwanie. Zaprosił nas do poczekalni VIP i zaczął wydzwaniać. Przeliczył nas, z podziałem na I i II klasę, dzwonił, załatwiał i w końcu oznajmił, że możemy wsiadać albo do pociągu Szkuner z Katowic o 12.35, albo do o parę minut późniejszego Szkunera z Krakowa, bo udało mu się zablokować sprzedaż biletów i będą dla nas miejsca. Udaliśmy się więc na peron. Oba pociągi były opóźnione. Ten z Katowic przyjechał pierwszy; gdy parę osób chciało do niego wsiąść, konduktor oznajmił, że on o żadnym zepsutym pociągu nic nie wie, wsiąść nikomu nie zabrania, ale "bilecik trzeba nowy kupić".

Po chwili nadciągnął Szkuner krakowski. Tu wsiedliśmy już bez problemów. I wreszcie jechaliśmy - spóźnieni, zmęczeni i nerwowo przekładający spotkania (nie wszyscy jechali na wakacje - mnie interesowało tylko, czy złapię ostatni pociąg na Hel). Ale dojechaliśmy tylko do Warszawy Wschodniej. Tu znów staliśmy dłuższą chwilę, bo łączyli dwa Szkunery. Gdy wreszcie ruszyliśmy, kierownik pociągu oznajmił nam przez głośnik, że z powodu prac modernizacyjnych na tej trasie należy się spodziewać opóźnień i przestojów. Za to za dwa lata pociągi będą śmigać w dwie godziny. W moim przedziale rozległy się złośliwe chichoty.

Pasażer się buntuje

Pociąg jechał, zwalniał, przystawał. Klimatyzacja nie działała - letni powiew ledwo wydobywał się z kratek. Otworzyłyśmy więc okno i drzwi. Chwilę później w drzwiach stanął spocony konduktor, który zamknął okno i drzwi, pouczając nas, że "pasażerowie chcą klimatyzacji, ale okna zamknąć to się im już nie chce". I że on musi chodzić i zamykać. Dał nam też do zrozumienia, że nie wiemy, na czym polega ta zdobycz cywilizacji. Na nasze słabe protesty, że nie działa, że próbowałyśmy przy zamkniętych oknach i drzwiach, spojrzał ponuro i coś zamruczał o niezdyscyplinowaniu. Wytrzymałyśmy pół godziny. Nie działało. Otworzyłyśmy. Konduktor już nas nie odwiedził.

Potem nadciągnęła dziewczyna z workiem na śmieci - ucieszyłyśmy się, bo butelek po wodzie i sokach miałyśmy dużo. Co chwilę ktoś wędrował do Warsu i zaopatrywał resztę. Ale dziewczyna oznajmiła, że zbiera tylko śmieci po poczęstunku (tak, dostaliśmy rytualne ciasteczko z napojem do wyboru). - Ale przecież my to wszystko w pociągu kupiłyśmy - wyjaśniała logicznie (wydawałoby się) pani przy drzwiach. - Mam takie przepisy i wyliczone worki - dała odpór dziewczyna. Zrezygnowane wręczyłyśmy jej papierki po ciasteczkach i kubeczki po kawie. Może dziewczynę wyrzuciliby z pracy za nadprogramowe butelki po mineralnej? Pani przy drzwiach przypomniała sobie, że rano, w pierwszym pociągu, poprosiła o dwie śmietanki do kawy - i nie dostała, bo się należy jedna. Za pieniądze też nie dostała, bo wykonujący turę z poczęstunkiem nie prowadzi kasy. Za darmo to za darmo. Wyliczone. Żadnych fanaberii typu podwójna śmietanka czy dokupienie czegoś PKP nie przewiduje.

Do Gdyni dotarliśmy około godz. 21. Przedostatni pociąg na Hel czekał na nas. Udało mi się dotrzeć na wakacje po 16-godzinnej podróży - o 6 godzin dłuższej niż zwykle na tej trasie - ale jakże barwnej i interesującej.

InterCity o podróży na Hel: wyjaśniamy i przepraszamy



Zobacz także
  • Upał, deszcz, burza czy mróz - PKP niezawodnie zawiedzie. "Nasza kolej jest zapuszczona"
Komentarze (29)
Pociągiem na Hel: postój w lesie i 6 godzin gratis
Zaloguj się
  • kukoc

    Oceniono 7 razy 7

    zigzaur prawo jazdy nie do końca wszstko rozwiązuje. W ubiegłym roku jechałem z Wrocławia do Kołobrzegu przez Poznań, Piłę to był koszmar na drodze Wrocła - Poznań dwa wypadki jeden w okolicach Trzebnicy drugi koło Rawicza oczywiście korki, objazdy, za Piłą wypadek śmiertelny, objazd wąskimi drogami, na koniec między koszalinem a Kołobrzegiem wypadek motocyklisty i także korek, podróż ta trwała ok 10 godzin, na szczęście wracaliśmy autostradą przez Szczecin-Berlin-Wrocław podróz zajęła ok 6 godzin z zakupami w Cottbus. Jeśli ktos wybiera się na Półwysep Helski, musi jechać w nocy, żeby jechać w miare spokojnie, bez stresu i w miarę bezpiecznie. Mieszkańcy Krakowa nie mogą sobie pozwolić na jazdę pze Niemieckie autostrady w drodze nad polskie morze. Stąd łatwiej dostać sie samochodm nad Adriatyk niż nad Bałtyk.

  • tom.gorecki

    Oceniono 4 razy 4

    Dla osób jeżdżących kiedyś do ZSRR i teraz do Rosji (jak u nas w wielu miejscach zakonserwowana tam jest komuna mentalna) to znałby takie sytuacje i nie robił afery.

    Dla wszystkich dobra proszę o zakup samochodu i olanie PKP. Ten twór MUSI zbankrutować, umrzeć i odrodzić się nowy.

    Inaczej tak będzie zawsze.

  • sirseb

    Oceniono 6 razy 4

    uwaga! uwaga! podroz koleja skraca czas!
    ps. po ostatnich problemach z klimatyzacja w pociagach IC, DB wyplaca kazdemu (!) po 500 euro odszkodowania.

  • kusieks

    Oceniono 3 razy 3

    @zigzaur tylko za benzyne zaplaci grubo ponad 200zl nie mowiac juz o kosztach eksploatacyjnych samochodu.

    Swoja droga tak czytam i pierwsza mysl jaka mi sie nasuwa to istny PRL. Ktos musialby chyba zapukac w szybke PKP i oznajmic im ze system juz dawno padl.

    Lepsza metoda jednak byloby po prostu rozwiazanie tego calego PKP i powstanie nowej lepszej kolei z nowym zarzadem i nastawieniem do pasazerow. Kasy w panstwie jest naprawde sporo tylko trzeba umiec tym zarzadzac - idealnym przykladem sa dotacje unijne ktore tak naprawde w wiekszosci to nasze wczesniej wplacone pieniadze tylko po prostu unia w ten sposob pomaga dystrybucja tych funduszy. Polska to naprawde bogaty kraj!

  • zaczarowany-olowek-jest-moj

    Oceniono 3 razy 3

    PKP = Pięknie K...a Pięknie

  • jurgi-fld

    Oceniono 3 razy 3

    Zupełnie jak ten motyw z „Misia”:
    - Złociutka, pomoże mi pani…?
    - Cukierki rozdaję.
    ___________
    O kolei: my.opera.com/Jurgi/blog/bez-roznicy

  • huston_mamy_problem

    Oceniono 7 razy 3

    cale PKP i WARS ( wagony sypialne) sa obsadzone dzialaczami z PISSu - w Intercity celinski, warsewicz a w wars niezatapialny Buczkowski oraz Supa - sa to wybitni fachowcy - kilku z nich po teologii a inni zdarzyli rozlozyc juz na lopatki kilka panstwowych firm, kiedy PO sie za nich wezmie??

  • yeah_bunny

    Oceniono 7 razy 3

    a co się stało temu pociągu? Pan Bareia nie musiałby nawet scenariusza dopisywac....
    PKP ma opóźnienia ale należy je liczyć w dekadach...

  • fawad

    Oceniono 1 raz 1

    Akurat niedawno odwiedziłem rodzine w PL. W ubiegły łykend jechałem PKSem do Krakowa przez Polske powiatową. Rozklekotany autosan, co najmniej 20-letni. Kierowca w rozchłestanej, przepoconej koszuli, drogi przypominające tarkę, W towarzystwie dzentelmenów, którzy pomimo upału najwyraźniej nie brali prysznica od ładnych paru dni. Klima sprowadzała się do otwartych lufcików.

    Czy narzekam? Nie. Jak się chce wymagac to trzeba chcieć porządnie zapłacić. A ja za przejechanie 98 km zapłaciłem 14 jedynie PLN czyli 3,5 euro albo jak kto woli 4,5 USD.

    Podobnie jest z PKP. Ile ta pani zapłaciła za bilet i jak się ta cena ma do cen w niemieckich czy francuskich pociągach?

    - TomiK

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje