Fot. washingtonpost.comLokalizacje rządowych agencji zajmujących się tajnymi służbami
Od czasu zamachów na World Trade Center z 2001 roku Stany Zjednoczone stworzyły do walki z terroryzmem tajny program, który obecnie stał się nie do ogarnięcia - wynika z opublikowanego pierwszego z serii raportów "Washington Post" dotyczących tajnych służb. Gazeta publikuje dane: 854 tys. osób z dostępem do tajnych informacji, tysiące zatrudnionych w kilkuset organizacjach, brak koordynacji... Eksperci są zgodni:- Przedobrzyliśmy.
Fot. washingtonpost.com
Wykres pokazujący czym zajmują się poszczególne agencje rządowe
Fot. washingtonpost.com
Raport "Top Secret America" na stronie "Washington Post"
Po atakach z 11 września 2001 roku w Nowym Jorku w tajny program zapobiegania kolejnym zamachom terrorystycznym wpompowano olbrzymie sumy pieniędzy. Obecnie program osiągnął takie rozmiary, że nikt nie potrafi powiedzieć, jak skuteczne są te środki. - Ogarnięcie tego wszystkiego - nie tylko dla szefa wywiadu (Director of National Intelligence), lecz także dla każdej osoby - szefa CIA, sekretarza obrony - jest wyzwaniem - przyznał szczerze gazecie Robert M. Gates, sekretarz obrony USA.
Według "Washington Post" nikt już nie wie, ilu w sumie ludzi pracuje nad środkami, które mają zapobiegać zamachom, ile to kosztuje i co udało im się osiągnąć. Istnieją obawy, że wiele amerykańskich tajnych służb pracuje obok siebie, nie wiedząc, co robią pozostali.
"Washington Post" podaje m.in. przykład, jak zwiększyła się liczba osób zatrudnionych w Agencji Wywiadu Obronnego w Pentagonie, z 7,5 tys. osób w 2002 r. do 16,5 tys. pracowników dzisiaj. Liczba rządowych agencji zaangażowanych w ten tajny program szacowana jest na ponad 1,2 tys. Do tego doliczyć trzeba prawie 2 tys. prywatnych firm. Działają one z ponad 10 tys. miejsc. Dostęp do najbardziej tajnych informacji ma 854 tys. ludzi, czyli prawie półtora razy tyle, ile żyje w Waszyngtonie - wylicza gazeta.
Autorzy raportu Dana Priest i William M. Arkin podkreślają, że wszystkie zebrane dane o tajnych służbach powstały na podstawie ogólnodostępnych informacji. W odpowiedzi na 11 września powstało przynajmniej 263 organizacji, z których każda - jak piszą Priest i Arkin - "wymagała zatrudnienia większej ilości ludzi, którzy potrzebowali wsparcia administracyjnego i logistycznego, operatorów telefonów, sekretarek, bibliotekarzy, architektów, budowniczych, mechaników i dozorców. Wszyscy posiadali dostęp do tajnych informacji". "Tylko w Waszyngtonie i jego okolicach, od 2001 powstały 33 kompleksy budynków, w których znajdują się siedziby wywiadowcze. W sumie zajmują tyle miejsca, ile trzy Pentagony albo dwadzieścia dwa Kapitole. Analitycy, którzy otrzymują dokumenty i zapisy rozmów, zebrane przez szpiegów, publikują 50 tys. raportów wywiadowczych każdego roku" - czytamy w artykule.
Liberty Crossing: tysiące pracowników, odział psów, wielka siedziba z betonu
Autorzy raportu "Washington Post" opisują jedną z takich organizacji - Liberty Crossing: "Budynek został wybudowany tak, aby nie rzucać się w oczy. Jednak w zimie, bezlistne drzewa nie są w stanie ukryć wielkiego, betonowego budynku. Jeśli podejdziemy choć trochę za blisko bez właściwego identyfikatora, możemy być pewni, że nagle z nikąd wyskoczy na nas uzbrojony agent w czerni.
Przynajmniej 1,7 tys. pracowników państwowych i 1,2 tys. prywatnych współpracowników przedziera się codziennie przez straż i żelazne barierki, aby pracować w Liberty Crossing. Mieści się tam kwatera główna biura dyrektora wywiadu i Narodowego Centrum Wywiadowczego. Tylko te dwie jednostki mają pod sobą pełną służbę policyjną, oddział psów i tysiące miejsc parkingowych dla swoich pracowników."
"Przedobrzyliśmy"
Raport komentują eksperci. - Ogrom tajnego programu sprawia, że nie możemy jednoznacznie stwierdzić, czy państwo rzeczywiście jest bezpieczniejsze dzięki wszystkim tym wydatkom i podejmowanym akcjom. Brakuje zsynchronizowania, co jest powodem problemów komunikacyjnych, niskiej efektywności i strat pieniężnych - przyznaje w rozmowie z "Washington Post" emerytowany dyrektor Departamentu Obrony, John R. Vines. Wtóruje mu emerytowany dyrektor wywiadu, Dennis C. Blair: - Po 11 września, tak bardzo chcieliśmy zwalczyć ekstremizm i terroryzm, że zrobiliśmy coś, co w tym kraju zdarza się bardzo często: przedobrzyliśmy.
Oczywiście że ten cały "terroryzm" to tylko przykrywka do wymyślania i wprowadzania przeróżnych mechanizmów do kontroli zwykłych ludzi. Coraz bardziej zaczyna to przyspieszać, teraz terroryzm nie jest kontrolowany, zaraz przeprowadzą jakiś duży atak i ludzie sami ze strachu zaczną godzić się na wszystko co rząd zechce - byle ochronić przed "terroryzmem".
bayadera
Oceniono 1 raz
1
robert6_666666
Sprobuj zaczac czytac nie tylko posty.
Wroble na dachu cwierkaja i smierci Osamy. Pewnie nie czytasz po angielsku, rosyjsku hiszpansku ani nawet po francusku.
Od jakiegos czasu gazety zachodnie podaja ile kosztuje ta idiotyczna wojna w Afganistanie, a takze na ile banki obrabowaly amerykanskiego podatnika. Ja nie wyciagam informacji z kapelusza tylko z prasy zachodniej.
A o Mezopotamii to faktycznie lepiej dyskutowac z myszka miki niz niektorymi malowanymi 'Slowianami'.
O bosniackim paszporcie Osamy podala prasa austriacka bo we zostal wydany we Wiedniu.
roberciku6 _66666 wyucz sie literek i zacznij czytac
Mozesz zaczac od Washington Post