Sobotnia inscenizacja wielkiej bitwy sprzed 600 lat okazała się dla niektórych widzów prawdziwą szkołą przetrwania. Niektórzy czekali nawet kilkanaście godzin na opuszczenie miejsca pamiętnego wydarzenia - podaje "Rzeczpospolita".
Dopiero przed północą odblokowano trzy drogi prowadzące do Grunwaldu. Wcześniej część policjantów musiała opuścić swoje posterunki, bo rozwścieczeni kierowcy na nich wyładowywali swoją złość.
Zupełną bezradności policji i służb porządkowych dobrze pokazuje jeden z wielu filmów, jakie po zakończonej inscenizacji trafiły do sieci. Internauta Macio833 tak podpisał swój film: "Bitwa wygrana, a wyprawa do domu przegrana i zupełna bezradności policji!"
Strona organizacyjna inscenizacji okazała się wielką porażką odpowiedzialnych za to osób i służb. Nikt nie przewidział takiego tłumu. Swego rodzaju gwoździem do trumny był sobotni skwar.
Upał, alkohol i brak transportu Wszechobecny alkohol, przekleństwa i zbyt mała liczba policjantów (według danych "Rzeczpospolitej" inscenizację obejrzało 120 tys. widzów, nad których bezpieczeństwem czuwało zaledwie 300 funkcjonariuszy) spowodowało, że dla niektórych widzów 600. rocznica Bitwy pod Grunwaldem będzie niezapomnianym przeżyciem.
Na Alert24 dostaliśmy
relację krakowianki , która przyjechała na Grunwald pociągiem. Na najbliższej stacji, w Olsztynku, nie zostały podstawione żadne autobusy. Trzeba było jechać taksówką, łapać "stopa" albo iść 20 kilometrów na piechotę. Sytuacja powtórzyła się w niedzielę. Znów nie było autobusów, a prywatne firmy transportowe odpowiadały, że nic nie podstawią, bo... jest weekend.
Obyczaje rodem ze średniowiecza "Szedłem przez tłum w kierunku siedzących, gdy w pewnym momencie jakaś starsza kobieta zagrodziła mi drogę parasolką - ja do nie kulturalnie "przepraszam proszę Pani", a ona na to "jakie przepraszam? Dalej k... nie przejdziesz, wynocha!" a dalej było już tylko gorzej - ludzie przepychali się bluzgali na siebie, krzyczeli takie wiązanki, że aż więdły uszy. "Niech pan siada k...! Nie ma żadnego stania", "Siadaj pan k.... bo pana posadzę!" , "Zabieraj tego dzieciaka!" , "Wynocha!", "Wy.......ć z tymi aparatami!" powiedziała kobieta z nadwagą koło 50-siątki robiąc zdjęcia. Mały chłopiec parę metrów przede mną wstał - miał na oko około 5-6 lat - momentalnie został obrzucony inwektywami "siadaj smarkaczu, k....!" - opisał swoje wrażenia z pobytu na Polach Grunwaldzkich
w "Dzienniku Wschodnim" jeden z widzów imprezy . Jak relacjonuje, na niepokornych poza inwektywami poleciały butelki, puszki, a nawet kamienie!
Na zamieszaniu i nie tylko na tym, zarobili mieszkańcy okolicznych miejscowości. Jeden z nich okazał się tak przedsiębiorczy, że za przejazd wytyczoną drogą przez swoje pole, pobierał 20-złotowe myto. Zyskały sklepy, ale również indywidualne osoby sprzedające np. szklankę wody z kranu za złotówkę.
Jednak jak wynika z relacji innych widzów wody brakowało nawet w kranach. "Byłem z dziećmi i 3 godziny szukałem wody żeby się napić. Skandal! Wody nie było nawet w kranach. Na posterunku policji powiedzieli że zabrakło. Na pytanie o telefon do organizatora imprezy policjant powiedział, że to harcerze!" wpisał się internauta o nick'u rak na stronie
"Gazety Olsztyńskiej". Według widza, ludzi pozabijaliby się o frytki i wodę w odległej o 2 km gospodzie. "Mieli tam chłodziarkę pełna picia- ale jak poinformowała pani sprzedawczyni - napoje były zarezerwowane dla starosty" - napisał rak.
Plan pola zasłonięty przez... Janusza Korwin-Mikkego Harcerze, strażacy i osoby z plakietką "organizator" nie potrafiły wskazać żadnych miejsc, poza punktami medycznymi - podaje z kolei dziennik "Polska The Times". Plan samego pola był umieszczony kilkadziesiąt metrów w jego głębi, dodatkowo przysłonięty był zapowiedzią spotkania z Januszem Korwin-Mikkem.
Dlaczego organizatorzy nie poradzili sobie z tym zadaniem? Urzędnicy usprawiedliwiają się enigmatycznie: - Przy tak dużym natężeniu ruchu trzy drogi pod Grunwald okazały się niedrożne - mówi Robert Szewczyk z Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie.
Jeżeli byliście na rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem i chcecie się podzielić swoimi wrażeniami -
piszcie na Alert24.