Afera we Francji. Pierwszy Krąg - klub bogatych przyjaciół Sarkozy'ego

jg, PAP
16.07.2010 , aktualizacja: 16.07.2010 21:47
A A A Drukuj
Trwająca we Francji afera Bettencourt rzuca nowe światło na kłopotliwe powiązania otoczenia prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego z biznesmenami - zauważa w piątek dziennik "Le Monde".
Nicolas Sarkozy
Fot. Julian Sojka / AG
Nicolas Sarkozy
Gazeta pisze o tzw. Pierwszym Kręgu - grupie przedsiębiorców od lat wspierających francuską centroprawicę.

Od miesiąca przez Francję przetacza się najgłośniejszy za prezydentury Sarkozy'ego skandal polityczno-finansowy - zwany aferą Bettencourt lub Woerth/Bettencourt. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie oskarżeń prominentnych polityków centroprawicy - samego prezydenta i ministra pracy Erica Woertha - o korupcyjne powiązania z Liliane Bettencourt, najbogatszą Francuzką, dziedziczką koncernu L'Oreal.

"Le Monde" zwraca uwagę, że przy okazji tej afery wychodzą na jaw inne bliskie związki otoczenia szefa państwa z biznesem. Mowa zwłaszcza o tzw. Pierwszym Kręgu - czyli klubie liczącym 400-500 biznesmenów, należących do najbardziej hojnych "dobroczyńców" rządzącej, prezydenckiej Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP).

Gazeta podaje, że Pierwszy Krąg powstał w 2004 roku z inicjatywy Sarkozy'ego, ówczesnego szefa UMP, a jego twórcą był nie kto inny jak Eric Woerth, pełniący wtedy funkcję skarbnika UMP. Wzorem dla tego klubu bogatych sympatyków centroprawicy miały być podobne amerykańskie fundacje, wspierające polityków w USA.

Warunkiem przyjęcia do Pierwszego Kręgu - dodaje gazeta - było wpłacanie na konto UMP co najmniej 3 tysięcy euro rocznie. Maksymalną dopuszczalną kwotą, na którą zezwala w tym wypadku francuskie prawo jest 7,5 tys. euro rocznie. Członkowie elitarnego klubu spotykali się regularnie z działaczami UMP w luksusowym hotelu Bristol w Paryżu - tuż obok siedziby prezydenckiego Pałacu Elizejskiego.

Jak podkreśla gazeta, sam fakt istnienia Pierwszego Kręgu jest zgodny z prawem, a jego członkom nie udowodniono, że wpłacali do partyjnej kasy wyższe od dopuszczalnych kwoty. Jednak po wybuchu afery Bettencourt i oskarżeniach korupcyjnych pod adresem polityków UMP, muszą oni tłumaczyć się ze wszystkich spotkań z kołami biznesu.

"Ta dyskretna sieć (biznesmenów) (...) stała się już symbolem ścisłych relacji łączących szefa państwa ze światem pieniądza" - dodaje "Le Monde".

Upodobanie prezydenta do luksusu

Według gazety, już od dawna Francuzom nie podobało się upodobanie prezydenta do lukususu, którego przykładem było fetowanie przez niego zwycięstwa wyborczego w 2007 roku w jednej z najdroższych paryskich restauracji przy Polach Elizejskich "Le Fouquet's". Teraz, po ujawnieniu nowych bliskich więzi z bogaczami, "mur pieniądza, który wyrósł między Sarkozym a Francuzami jeszcze się umacnia" - twierdzi "Le Monde".

Francuskie organy śledcze prowadzą dochodzenie w sprawie podejrzeń obecnego szefa państwa o to, że otrzymał w 2007 roku - za pośrednictwem obecnego ministra pracy Erica Woertha - nielegalne środki na prezydencką kampanię wyborczą w kwocie 150 tys. euro. Oskarżenia te wysunęła była księgowa Liliane Bettencourt, Claire Thibout. Sarkozy nazwał te oskarżenia "hańbą" i "kalumniami". Zaprzeczył też, jakoby był - jak mu zarzucano - bywalcem prywatnych kolacji u państwa Bettencourt, podczas których miał otrzymywać koperty z pieniędzmi. Także Woerth odrzuca stanowczo oskarżenia o udział w tej aferze.

Afera Bettencourt przyczyniła się do generalnej degradacji wizerunku francuskich polityków. Według sondażu ośrodka Viavoice dla dziennika "Liberation" z początku lipca, 64 proc. Francuzów uważa, że przywódcy polityczni są skorumpowani.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (28)

  • ramboost

    Oceniono 1 raz 1

    Ale nius! Przecież to normalny schemat działania kampanii wyborczej. 10 dolców na stół, 50 pod stołem. Sarkozy bardzo dba o wizerunek medialny, więc cieszył się popularnością dosyć długo, ale w końcu, parafrazując Wałęsę: "Te minusy przesłoniły plusy"

  • garbatonosy

    Oceniono 1 raz -1

    Francuzi też mają swoją Platformę Oszukańczą.

  • 12.12a1

    Oceniono 1 raz -1

    A co z powiazaniami naszego Brunka z WSI,Walterem? Cudze lody widzicie,a swoich nie chcecie zauwazac.

  • j-50

    Oceniono 1 raz 1

    Francuzi to szczęśliwy naród, jeżeli mają tylko takie "problemy". U nas wali się miliardy podatnicze na kiecuchów - i nic. Ważny polityk PO (pan G. - desant pisu w PO) przechwytuje w krakówku na rzecz kiecuchów duży majątek firmy niekiecuszej - i nic. Jednojajowcy K. przekręcili nieruchomości w wawie na rzecz swojej partii - i nic. Skok na skoki zrobił zięciulo organizatora skoków (jednojajowca K.) - i nic, nadal jest nieutulony w żalu.

  • a.k.traper

    Oceniono 1 raz 1

    Demokracja to fajny system, kazdy moze mówic co chce, wybierac kogo chce, inwestowac w co chce, ma tylka tę wadę że ci co inwestuja chca mieć większe zarobki od tych co u nich pracują, wg niektórych prowadzi to do socjalizmu a nawet komunizmu
    Socjalizm jest jeszcze fajniejszyustrój, tylko sponsora na dłuzej znaleźć trudniej, w socjaliźmie inwestorem i dydstrybutorem dóbr jest państwo, w komuniźmie wszyscy sa szcęśliwi i jednakowo odpowiadaja za państwo a niektórzy nawet bardziej:)
    Za czasow Peryklesa był obowiazkowy pobór wojskowy, podatki proporcjonalne od dochodów, udział w państwowych świętach religijnych oraz dbanie o groby zmarłych szczegolnie rodziców. Było zgromadzenie Ludowe czyli obecne referendum oraz rada pięciuset losowana z obywateli a nie wybierana. Urzędników, którym zarzucono szkodliwość dla demokracji skazywano na 10-letnia banicję.
    Oto słowa Peryklesa o zbudowanym systemie: "Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownictwem obcych praw, a my sami raczej jesteśmy wzorem dla innych niż inni dla nas. Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli, a nie na mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu prawa; jeśli zaś chodzi o znaczenie, to jednostkę ceni się nie ze względu na jej przynależność do pewnej grupy, lecz ze względu na talent osobisty, którym się wyróżnia; nikomu też, kto jest zdolny służyć ojczyźnie, ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności. W życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie się naszych współobywateli, nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli zajmie się tym, co sprawia mu przyjemność, i nie rzucamy w jego stronę owych pogardliwych spojrzeń, które wprawdzie nie wyrządzają szkody, ale ranią. Kierując się wyrozumiałością w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu publicznym; jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym niepisanym, które bronią pokrzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę. Myśmy też stworzyli najwięcej sposobności do wypoczynku po pracy, urządzając przez cały rok igrzyska i uroczystości religijne oraz pięknie zdobiąc nasze prywatne mieszkania, których urok codzienny rozprasza troski. Z powodu zaś wielkości miasta zwozi się tu towary z całej ziemi; możemy tedy na równi rozkoszować się wytworami obcych narodów, co i naszymi własnymi."
    Ciekawe ile z tego rozumieja nasi parlamentarzysci, szczególnie ci co się szcycą wykształceniem prawniczym, bo z mojej obserwacji wynika, że to miernoty i cwaniaki.

  • zwykly_troll

    Oceniono 2 razy 2

    @zawszeprawdomowny:
    > Sarkozy ma swojego Woertha, a Chlebowski, Drzewiecki i Schetyna maja swojego Sobiesiaka.

    a kogo ma Jaro?
    ...
    ...
    ...
    acha! no tak. Jaro ma tylko siebie, z nikim się nie dzieli. nawet brata nie dopuścił do swojego Wielkiego Projektu, brat tylko wykonywał jego rozkazy

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX