Dwoje dziennikarzy piszących o Chinach - Maria Kruczkowska z Gazety Wyborczej i Konrad Godlewski, niezależny dziennikarz - znaleźli się na czarnej liście chińskich władz. Obojgu odmówiono wiz, a całą sprawę opisał International Press Institute, prestiżowa organizacja broniąca wolności słowa.
Fot. AP
Tybet. Demonstranci w Lhasie, zdjęcie z materiału chińskiej telewizji, 15.03.2008 r.
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Maria Kruczkowska
Fot. Arkadiusz Ścichocki / AG
Wszystko w czasie, kiedy w Szanghaju trwa światowa wystawa Expo 2010, a Polska stara się o chińskie inwestycje. - Jest takie chińskie przysłowie: "zabić kurczaka, żeby wystraszyć małpę" - to my mamy być tymi kurczakami - mówił w programie Nisza w TOK FM Konrad Godlewski.
Maria Kruczkowska starała się od stycznia o akredytację właśnie na Expo. Otrzymała nawet zaproszenie ze strony chińskiego MSZ. Po zgłoszeniu się do konsulatu i wniesieniu opłat urzędowych okazało się, że dziennikarce Gazety Wyborczej odmówiono wizy, ponieważ znajduje się na czarnej liście władz chińskich.
Konrad Godlewski starał się o wyjazd na warsztaty dziennikarskie organizowane przez Fundację China-Europe Forum. Z pomocą organizatorów złożył wniosek o wizę. Kiedy 30 czerwca pojawił się w chińskim konsulacie, poinformowano go, że nie otrzymał wizy z przyczyn "technicznych". Jak się później okazało, on także znalazł się na czarnej liście. Za dziennikarzami ujęła się organizacja International Press Institute i opisała całą sprawę.
Listę przygotowuje Pekin
Dziennikarze nie dowiedzieli się, co mogło być powodem umieszczenia ich na chińskiej czarnej liście. - Mogę się tylko domyślać - mówił w TOK FM Godlewski - Ostatnio przetłumaczyłem wywiad, którego Dalajlama udzielił chińskim internautom bez udziału władz. Moje tłumaczenie ukazało się w Gazecie Wyborczej - mówi.
Od decyzji władz chińskich nie ma procedury odwoławczej. Kto dokładnie tworzy listę dziennikarzy niechcianych w Chinach? Tego nie wiadomo. - Chiny to kraj, który rozlegle stosuje zasadę tajemnicy państwowej oraz hierarchii a nie równości stron - mówiła w programie Nisza w Radiu TOK FM Maria Kruczkowska - Kiedy Polska Agencja Inwestycji Zagranicznych (organizator Sekcji Polskiej Wystawy Światowej EXPO 2010 w Szanghaju - red.) wystąpiła w mojej sprawie do Ambasady Chińskiej Republiki Ludowej w mojej sprawie nie otrzymała nawet potwierdzenia, czy list dotarł. Ten kraj po prostu taki jest.
Chiński test dla polskich mediów
Zdaniem dziennikarki Gazety Wyborczej cała sytuacja to początek wyznaczania statusu Polski. - Ludzie w Polsce, którzy promują interesy z Chinami mogą w przyszłości naciskać na media, aby nie przeszkadzały w realizowaniu chińskich inwestycji w naszym kraju - mówiła Kruczkowska.
Ważny jest także czas. Chiny organizując Expo, chce się pokazać jako kraj, z którym warto robić interesy, który szanuje inne wartości i odmienności. Starają się także kontrolować swój wizerunek w mediach. Inwestują ogromne środki w te działania, także w Polsce. Największą zagraniczną instytucją medialną przygotowującą serwis po polsku jest Chińskiej Radio Międzynarodowe, które zatrudnia kilkunastu dziennikarzy po studiach polonistycznych. To wszystko ma pokazać nowoczesną, cywilizowaną twarz Chin.
- Ta odmowa ma sprawić, że to my zaczniemy się zastanawiać, co takiego napisaliśmy, że nie otrzymaliśmy wiz. Na pewno nie zacznę stosować autocenzury, bo wtedy znajdziemy się w Chinach - mówiła Maria Kruczkowska - Nasza sprawa wykracza poza nasze prywatne interesy. To jest rodzaj testu, czy ten fakt przejdzie bez echa w polskich mediach.
Tzn.: byłbym zaszczycony gdyby rząd ChRL powierzył mi to zadanie!
city-zen
0
P.S.2: Mogę być mediatorem w tej sprawie - oczekuję propozycji.
city-zen
0
P.S: Rozwiązanie problemu separatyzmu tybetańskiego jest banalnie proste - "Centralna Kraina" powinna przejąć patronat finansowy nad Dharamsalą i Rumtekiem!
waw33
0
Chiny zrobiły jak chciały, Polska im piórem powiewa. Może to była dyplomatyczna odpowiedz na Rondo Wolnego Tybetu (im. Wielebnego Richarda Gere)
zgr-edo
0
GW, chwalicie się , czy żalicie z zaistniałej sytuacji ?
Widocznie MSZ Chin ma swoje powody, abytej dwójce nie udzielić akredytacji, to ich prawo.
To przecież lepsze rozwiązanie ,niż to jakie stosuje USA, kiedy to zawracają ludzi do ich krajów ze swoich lotnisk.
Mogą się wykazać w kraju i opisać w końcu aferę pedofilską w Kościele Katolickim w Polsce. Założę się ,że żaden klecha nie wpuści dziennikarzy za próg swojej plebanii, więc czego czepiać się Chińczyków ?
ksiadzmercedes
0
chiny to pracowity naród , natomiast dalajlama i reszta głąbów tych mnichów potrafią tylko się modlić i sypać jakieś porąbane obrazki z piasku, popieram w pełni politykę chin wobec tybetu i uważam że dobrze postąpili z polskimi idiotami.