Według Wodza Bronisław Komorowski może powalczyć jeszcze w małych miastach, wśród młodzieży, ale nie na wsi, bo tu ludzie pójdą zagłosować na kandydata
PiS. - Zresztą dziwi mnie, że
Waldemar Pawlak po raz kolejny próbuje popełnić samobójstwo, przymilając się do PiS, a przecież to PiS kradnie mu elektorat - dodał odnosząc się do elektoratu wiejskiego.
Prof. Wódz odniósł się także do innych wydarzeń tej kampanii, np. wyprawy Kaczyńskiego do Londynu. Wódz uważa, że nie miała ona związku z wyborami prezydenckimi, ale z przyszłą kampanią parlamentarną. - Myśli on (Kaczyński) perspektywicznie i próbuje przygotować pod nią grunt - oceniał socjolog. Oceniając szanse obu konkurentów powiedział, że większe jest prawdopodobieństwo zwycięstwa Bronisława Komorowskiego, ale nie przekreślił szans Jarosława Kaczyńskiego. - Szanse obu panów są bardzo wyrównane - powiedział.
Z kolei oceniając samą kampanię prof. Wódz powiedział: - Była bardzo zła, ale jest też trudna do oceny, bo nie była normalną kampanią. Ta kampania posunęła polską demokrację do tyłu, bo przyzwyczaiła ludzi do tego, że można grać wyłącznie na emocjach, nie traktując poważnie wyborców. Przez połowę kampanii pan Kaczyński się krygował, nie występował, bo przeżywał, a to nie jest uczciwe traktowanie elektoratu. To kampania, o której powinniśmy jak najszybciej zapomnieć - podsumował.
Z kolei oceniając samą kampanię prof. Wódz powiedział: - Była bardzo zła, ale jest też trudna do oceny, bo nie była normalną kampanią. Ta kampania posunęła polską demokrację do tyłu, bo przyzwyczaiła ludzi do tego, że można grać wyłącznie na emocjach, nie traktując poważnie wyborców. Przez połowę kampanii pan Kaczyński się krygował, nie występował, bo przeżywał, a to nie jest uczciwe traktowanie elektoratu. To kampania, o której powinniśmy jak najszybciej zapomnieć - podsumował.