List z Sandomierza. Przyjeżdżajcie, nie pożałujecie!

Tadeusz Sobolewski
28.06.2010 , aktualizacja: 25.06.2010 12:34
A A A Drukuj
Fot. Franciszek Mazur / AG
Jestem w Sandomierzu. Mam szczęście pracować tu od czasu do czasu przygarnięty na literacką "górkę" w starożytnym domu państwa Targowskich (ulica Sokolnickiego 2, róg Długosza, prawie przy rynku)

Fot. Michal Lepecki / AG
Fot. Franciszek Mazur / AG
Nad schodami, obok myśliwskich trofeów, galeria zdjęć pisarzy, którzy tu bywali w ostatnim 25-leciu: Julia Hartwig, Hanna Krall, Ludmiła Marjańska, Czesław Miłosz, Marek Nowakowski, Adriana Szymańska, Wiesław Myśliwski, Tadeusz Różewicz, Wiktor Woroszylski, Adam Zagajewski i tylu innych. Na końcu imponującego orszaku zdjęcie pisarza, który związał się z Sandomierzem najgłębiej (jego płaszcz i beret do niedawna wisiały na wieszaku w tutejszym Muzeum Literatury) - Jarosława Iwaszkiewicza. Autor "Podróży do Polski" mawiał, co przytacza jego córka Maria w księdze pamiątkowej "górki", że Sandomierz przypomina mu włoskie miasta położone na wzgórzach, z tą tylko różnicą, że tu kuchnia lepsza. W muzeum zamkowym, w komnacie ze sklepieniem w gwiazdy, kustosz Jurek Krzemiński urządził iwaszkiewiczowską ekspozycję "Ciemne ścieżki". Po drodze mijam sale z królewskimi pamiątkami ze zbiorów Czartoryskich - na zwiedzającego patrzą fotograficzne twarze ze szlacheckich portretów trumiennych. Za gotyckimi oknami - widok na Wisłę, daleko, w stronę Tarnobrzega.

Dopiero niedawno, po drugiej fali powodziowej, woda zeszła z prawobrzeżnych osiedli, spod huty szkła Pilkington, szczęśliwie obronionej, jak przed Tatarami. Cała Polska martwiła się o Sandomierz. Ale niech wreszcie przestanie się martwić, a zacznie tu na nowo przyjeżdżać. Z kimkolwiek rozmawiam przez telefon, chwaląc się, że jestem w Sandomierzu, słyszę: ale tam musi być strasznie... Wcale nie strasznie! - odpowiadam jako patriota tego miasta, który nie chce, aby ciążyło na nim odium klęski.

Francuscy znajomi pani Renaty Targowskiej, poruszeni doniesieniami w telewizji, dopytywali się, czy Baszta Opatowska jeszcze stoi i czy renesansowy ratusz ocalał. Na przekór tej panikarskiej trosce ogłaszam: w Sandomierzu jest pięknie! Jeśli czegoś brakuje, to turystów, którzy w ostatnim sezonie - pod wpływem telewizyjnego "Ojca Mateusza" - zapełniali restauracje przy rynku oraz Hotel Basztowy z cudowną panoramą doliny Wisły i w sklepie na rogu kupowali jedyny w świecie "krzemień pasiasty".

Po powodzi turystów jakby wymiotło. Siedzę sam pod parasolem, przy piwie i kotlecie sandomierskim, słuchając hejnału z ratusza. To piwo i ten kotlet, i niesłabnący zachwyt Sandomierzem - to mój gest solidarności z tym miejscem. Przyjeżdżajcie, mówię, nie pożałujecie!

Zobacz więcej na temat:

Podziel się