Sąd uznał, że Zygmunt B., który w latach w latach 2000-06 sprzedawał preparat ze sfermentowanych soków warzywnych i ziół, wiedział, że nie jest to lek przeciw nowotworom, dopuścił się więc oszustwa. Sąd nakazał oskarżonemu zwrot kilkunastu pokrzywdzonym wyłudzonych kwot - od kilku do kilkuset tysięcy złotych.
Oskarżony ani jego adwokat nie stawili się w sądzie.
Budowlaniec profesorem Zygmunt B. z zawodu jest budowlańcem. Klientom przedstawiał się jednak jako profesor lub biochemik stojący na czele grupy naukowców pracujących nad nowatorskimi metodami zwalczania komórek rakowych. W kręgach ludzi, których bliscy zachorowali na raka, znany był jako "znachor" lub "szaman". Początkowo informacje o nim przekazywano sobie pocztą pantoflową, potem pojawiły się ogłoszenia pod klinikami onkologicznymi i w lokalnych gazetach.
Dżentelmen pod krawatem Proces Zygmunta B. Ciągnął się od lat.
Jak opowiadali w sądzie pokrzywdzeni , B. był zawsze elegancko ubrany, pod krawatem, zachowywał się jak dżentelmen sprawiający do tego wrażenie osoby niezwykle wrażliwej. I, co najważniejsze, dla osób, którym onkolodzy nie dawali już żadnych szans na życie, był ostatnią nadzieją.