Jarosław Gowin nie należy do tych polityków, którzy przed wyborami 4 lipca szukają porozumienia z
SLD i Napieralskim. Zdaniem polityka, głosy wyborców Napieralskiego wcale nie muszą przeważyć na wyniku drugiej tury. - Ogromne znaczenie będzie miał poziom mobilizacji twardych elektoratów - uważa poseł, należący do konserwatywnego skrzydła Platformy.
Zdaniem Gowina, Bronisław Komorowski ma szansę zdobyć głosy tych, którzy nie głosowali 20 czerwca, a którzy obawiają się powrotu Jarosława Kaczyńskego do władzy. - Jeśli chodzi o elektorat lewicy, to wiem, że każdy głos trzeba szanować, ale nie widzę możliwości współpracy z SLD ani zawierania kontraktów z Napieralskim - dodaje polityk.
Błędem - uważa Gowin - nieuzgodnienie kandydatury Marka Belki na szefa NBP z koalicyjnym
PSL-em. - Przez to daliśmy Napieralskiemu dwutygodniowe show w mediach, które koncentrowały się na tym, czy on i SLD poprą Belkę - analizuje Gowin. Jego zdaniem, to wówczas zwiększyło się poparcie dla Napieralskiego. Gowin jest przekonany, że nie ma możliwości współpracy PO z SLD jeszcze w tej kadencji, czy ewentualnie po kolejnych wyborach parlamentarnych.