Podczas wtorkowej konferencji prasowej po posiedzeniu rządu Tusk powiedział, że proponuje kontrakt Polakom. - Za rok z kawałkiem są wybory parlamentarne. Bardzo pokornie prosimy o rok spokoju, rok dobrej współpracy rządu z prezydentem, bo przez ten rok można w Polsce zrobić dużo rzeczy kluczowych w czasie kryzysu europejskiego - mówił.
Tusk powiedział też, że kandydat PO ma argumenty, które przekonają wyborców lewicy "bez przebierania się, bez udawania, że jest lewicowcem".
- W kilku sprawach na pewno będzie można znaleźć punkty styczne. Taką sprawą jest choćby parytet. Wydaje się, że niezależnie od drobnych różnic akurat te oba środowiska polityczne i obaj politycy z większym czy mniejszym temperamentem za parytetem w polityce czy za większym udziałem kobiet w polityce się opowiadają - zaznaczył.
Tusk dodał jednak, że dobry wynik Komorowskiego zależy przede wszystkim od wyborców. - Pomoc polityków wydaje się kwestią nie do pogardzenia, ale drugorzędną. Trzeba umieć przekonać wyborców, a nie posłów i przewodniczących czy prezesów partii politycznych - podkreślił.
Premier nie zgodził się z tezą polityków
PiS i prezesa tej partii, że jeżeli wybory wygra Komorowski, Polsce grozi monopol władzy. - Kontrola i równowaga wynika choćby z faktu, że rząd jest koalicyjny i że musi polegać na większości parlamentarnej, którą buduje PO i
PSL - przekonywał.
Tusk mówił również, że Komorowski "nie przebierał się za nikogo innego" oraz że "nie będzie wmawiał wyborcom, iż stał się jakimś lewicowcem".