Dopalacze. Uzależniają tych, co kupują i tych co sprzedają. "Myślałem, że się przekręcę"

Anna Sapieha
11.06.2010 , aktualizacja: 11.06.2010 17:42
A A A Drukuj
Dopalacze uzależniają tych, co je kupują i tych co sprzedają: - Wziąłem sześć tabletek naraz, nie mogłem oddychać, bolał mnie żołądek, plułem pianą i krwią. Myślałem, że się przekręcę - mówi 21-latek, który przez dwa lata eksperymentował z dopalaczami. Walkę z dopalaczami zapowiadają władze miast. W Warszawie i Wrocławiu sytuacja nie jest zła. Wielki problem ma Łódź.
Dopalacze
Fot. Maciej Świerczyński/AG
Dopalacze
Od początku roku na łódzki Oddział Toksykologii w Instytucie Medycyny Pracy trafiło 25 osób zatrutych tzw. dopalaczami. To głównie mężczyźni w wieku od 16 do 40 lat. Większość z nich piła też alkohol.

- Pacjenci są niespokojni, pobudzeni, mają szerokie źrenice, przyspieszoną czynność serca, podwyższone ciśnienie, niektórzy napady drgawek - opisuje docent Anna Krakowiak, kierownik oddziału toksykologii. - Podwyższone ciśnienie to ryzyko wystąpienia udaru lub niedokrwienia mięśnia serca. Niektórzy pacjenci są w takim stanie, że gdyby nie leczenie mogliby skończyć z ciężkim uszkodzeniem mózgu. Substancje psychoaktywne zawarte w dopalaczach są niebezpieczne nawet dla młodych, którzy biorą je po raz pierwszy - nie ma wątpliwości Krakowiak.

Nie wiadomo czy wszystkie składniki w dopalaczach mogą uzależniać. Podejrzewa się, że najniebezpieczniejsze są: benzylopiperazyna (BZP), mieszanki ziołowe pochodzenia roślinnego, szałwia wieszcza, powój hawajski, susz muchomora czerwonego i kratom. Wszystkie znajdują się na liście substancji zakazanych przez państwo.

Ale sprytni producenci dopalaczy wprowadzają zamienniki dla nielegalnych składników. Obłudnie sprzedają je jako produkty kolekcjonerskie nie nadające się do spożycia. Dzięki temu mogą legalnie nimi handlować.

Piotr Adamiak, szef Monaru w podłódzkim Ozorkowie: - Przed laty narkomani nie byli w stanie wytworzyć aż tyle heroiny, aby rozpowszechnić ją wśród jakiejś olbrzymiej grupy ludzi. Dziś pigułki naszpikowane chemią są dostępne na każdym kroku, a ich skład jest kompletnie nieznany. To igranie z ogniem.

Dopalacze bardziej niebezpieczne niż narkotyki?

21-letni Adrian zaczął brać narkotyki gdy miał trzynaście lat, z dopalaczami eksperymentował przez ostatnie dwa, zanim zaczął się leczyć. Zastępował nimi narkotyki. - Gdy na osiedlu policja łapała dostawców dragów szedłem po dopalacze - mówi. - Są ch...., gorsze niż narkotyki - nie szczędzi słów.

- Raz wziąłem sześć tabletek naraz, na początku było dobrze, ale za chwilę zacząłem ciężko oddychać, bolał mnie żołądek, plułem pianą, krwią i myślałem, że się przekręcę - wspomina. - Do lekarza nie poszedłem, chorowałem kilka dni. W dopalaczach jest mnóstwo chemii, która bardzo ryje głowę i nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać.

- Myślałem tylko o tym, żeby brać, nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogę żyć na trzeźwo. Najpierw chciałem dopasować się do towarzystwa, grałem kozaka, z czasem już inaczej nie mogłem; marihuana, grzyby, kwasy i dopalacze. Jak nie brałem to świat był szary - opowiada.

Żeby zdobyć pieniądze Adrian wynosił z domu meble i kradł. Ma wyrok za pobicie. Chciał skończyć z używkami, ale nie potrafił. - Codziennie rano powtarzałem sobie, że od jutra koniec. I tak przez dwa lata - mówi jakby z niedowierzaniem. W końcu zaczął się leczyć. Zarzeka się, że dopalaczy nigdy już nie będzie brał.

W słoiku z ogórkami

Emila zaczęła palić marihuanę i brać amfetaminę, gdy miała niecałe 14 lat. Dopalaczy spróbowała, gdy zaprzyjaźniła się z ich sprzedawcą. - Wzięłam z ciekawości, zaczęło się od palonych "hardcorów", pigułek i różnych wynalazków - wymienia. - Jeden środek był na halucynacje, inny na pobudzenie, jeszcze inny po to, aby wypić trzy litry wódki i nie zasnąć. Miałam jazdy po wszystkim. Najdziwniejsza? - Siedziałam w słoiku z ogórkami (śmiech). - Wtedy po raz pierwszy przestraszyłam się tego, że i bez dragów mogę się tak naćpać - poważnieje. - Postanowiłam, ze już nigdy nie wezmę.

Ale nie wyszło. - Brałam zaraz po przebudzeniu, to było normalne - przyznaje. - Już po pierwszym razie chciałam znów po nie sięgnąć - przyznaje.

Brali jej wszyscy znajomi. Innych nie miała. Bywało, że handlowała dopalaczami: - Młodszym nie sprzedawałam - zastrzega.

Emila rozpoczęła terapię po tym, jak wylądowała w szpitalu po zażyciu acodinu (lek przeciwkaszlowy, w dużych dawkach działa podobnie jak narkotyk). Od pół roku jest czysta. Co się zmieniło? - Widzę jaka byłam wtedy odrealniona, przestraszona - wyznaje. Moje dzieciństwo? - No, nieciekawe - wzdycha. - Trenowałam koszykówkę, mogłam iść w inną stronę - zamyśla się.

Sprzedawcy dopalaczy też się uzależniają

- Kilkoro pracowników sklepów z dopalaczami dobrowolnie zgłosiło się na leczenie - zdradza Paweł Szymański z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi. - Trudno ocenić jak duża może być skala zjawiska. Sprzedawcy bardzo często się zmieniają. Być może są zwalniani dlatego, że sami zaczynają mieć problemy.

Zdarza się, że pracownicy sklepów sprzedających dopalacze nie przechodzą badań lekarskich. - Są dopuszczeni do pracy bez orzeczeń lekarskich o braku przeciwwskazań do wykonywania określonej pracy. To bardzo ważne na ile ten, zwykle młody człowiek, ma określone predyspozycje zdrowotne, aby sprzedawać takie używki. Takie badania mogłyby przecież wiele wykazać - mówi Szymański.

Pracodawcy, którzy naruszyli prawo pracy zostali ukarani mandatami do dwóch tysięcy złotych. Inne kontrole wykazały m.in., że są różnice informacyjne na etykietach dopalaczy. Tłumaczenie polskie nie jest identyczne z angielskim opisem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się