Dowodem jest "Protokół kontroli doraźnej w sprawie prawidłowości i zasadności stosowania kontroli operacyjnej przez komórki organizacyjne
Centralnego Biura Śledczego Komendy Głównej Policji". Z dokumentów wynika, że kontrola zaczęła się w sierpniu 2007 r., a skończyła już po przegranych przez PiS wyborach. Powodem były "doniesienia medialne o nielegalnym podsłuchiwaniu dziennikarzy, polityków i ludzi świata biznesu". Protokół liczy 78 stron.
Podsłuchiwany dziennikarz - "NN" Podsłuch był zarejestrowany jako "NN", czyli osoba nieznana. Dzięki niemu
CBŚ znało ruchy dziennikarza "Gazety" Wojciecha Czuchnowskiego, często wiedziało też, co będzie pisał w rzeczonej sprawie.
Kontrola operacyjna telefonu redaktora trwała od 24 kwietnia do 10 maja 2007 roku, czyli ponad dwa tygodnie. Podsłuchiwanej służbowej komórce nadano kryptonim "źródło".
Dzień po założeniu podsłuchu, czyli 25 kwietnia samobójstwo popełniła Barbara Blida. Gazeta Wyborcza zauważa, że jeśli założenie podsłuchu nie miało związku z planowaną akcją
ABW u byłej posłanki SLD, to jest faktem, że przez ponad dwa tygodnie
policja miała wgląd w to, co w związku ze sprawą dzieje się w redakcji największej gazety krytycznej wobec rządu PiS. A sprawa Blidy stała się przełomowa dla losów tego rządu - przypomina "GW".
CBŚ na tropie Podsłuchiwany dziennikarz pisał o sprawie Blidy, konsultował się z przełożonymi, rozmawiał o niej z politykami, informatorami i innymi dziennikarzami. Na podstawie podsłuchów można było przewidzieć, co w najbliższych dniach napisze "Gazeta", jakie ma informacje i od kogo.
"GW" zwraca uwagę, że na podstawie analizy logowania się telefonu w stacjach bazowych telefonii komórkowej (tzw. BTS) policja znała każdy ruch Wojciecha Czuchnowskiego.
Choć na taką akcję musiał dać zgodę prokurator generalny lub okręgowy, a po pięciu dniach sąd, w opisywanym przypadku nic takiego nie nastąpiło.
Samobójstwo Barbary Blidy Była posłanka kilku kadencji i minister budownictwa za rządów SLD Barbara Blida zastrzeliła się w swoim domu 25 kwietnia 2007 r. podczas próby zatrzymania przez ABW w związku z tzw. aferą węglową. Zdaniem prokuratury miała pośredniczyć w przekazaniu łapówki. Po jej śmierci prokuratura z powodu braku dowodów umorzyła sprawę prezesa spółki węglowej, który miał dostać łapówkę. W lutym tego roku sąd umorzył też sprawę tzw. afery węglowej, choć to postanowienie nie jest jeszcze prawomocne. Przed sądem odpowiada natomiast za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusz ABW, kierujący akcją w domu Blidów.
Więcej o podsłuchach CBŚ w 2007 r.
w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".