Krytycy po Gdyni: "zbyt akademickie", "nie trafiło w mój gust"

dżek, PAP
30.05.2010 , aktualizacja: 30.05.2010 08:08
A A A Drukuj
Na tegorocznym festiwalu w Gdyni nagrodzono filmy solidnie zrealizowane, lecz "zbyt akademickie"; nie doceniono kilku oryginalnych pozycji, m.in. "Matki Teresy od kotów". Wygrała "Różyczka". Krytycy po festiwalu rok temu zachłystywali się przełomem w polskim kinie. Teraz słychać głosy krytyczne. Nie podobały się im ani filmy, ani werdykt jury.
Spotkanie z twórcami filmu ''Różyczka''
Fot. Fot . Albert Zawada / Agencja Gazeta
Spotkanie z twórcami filmu ''Różyczka''
Publiczność podczas festiwalu
Fot. Małgorzata Fr1c / Agencja Gazeta
Publiczność podczas festiwalu
35. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni trwał od poniedziałku, zakończył się w sobotę.

Piotr Szygalski - współautor programu kulturalnego "Wstęp wolny" w TVP2 - przyznał w rozmowie z PAP po zakończeniu gali rozdania nagród, że dziwi go decyzja jury, jeśli chodzi o wiele kategorii.

- Tegoroczny werdykt kompletnie nie celuje w przyszłość - uważa Szygalski. "Wolałbym, by na tym festiwalu honorowano filmy proponujące coś nowego. Błędem jest nagradzanie rzeczy, które są wyłącznie dobrze zrobione" - powiedział dziennikarz.

Boczarska nie zasłużyła

W jego ocenie, nie doceniono w Gdyni kilku oryginalnych produkcji, np. filmu "Matka Teresa od kotów" debiutanta Pawła Sali. - To nie jest film wybitny, lecz powinien zostać zauważony - uważa Szygalski.

Jego zdaniem tegoroczny laureat Złotych Lwów, obraz "Różyczka" Jana Kidawy-Błońskiego, to "kino absolutnie akademickie, z umiarkowanie udanymi kreacjami aktorów". - Absolutnie szanuję to, co zrobiła Boczarska w "Różyczce". Jednak dużo ciekawszą rolę, wymagającą większego przygotowania stworzyła Urszula Grabowska w "Joannie" Feliksa Falka - powiedział Szygalski.

Wina Alicji?

Podsumowując, dziwi mnie decyzja jury, jeśli chodzi o wiele kategorii. Być może jednak ten werdykt to konsekwencja kompromisu, który musiał stworzyć się pomiędzy Alicją Bachledą-Curuś a Andrzejem Barańskim" - zastanawiał się Szygalski.

W jury konkursu głównego zasiadali: reżyserzy Andrzej Barański (przewodniczący), Xawery Żuławski i Arni Oli Asgeirsson (z Islandii), aktorka Alicja Bachleda-Curuś, scenarzysta Andrzej Bart, operator Jacek Petrycki i charakteryzator Waldemar Pokromski.

"Nie trafiły w mój gust"

Artur Pietras - twórca i gospodarz programu telewizyjnego "Kinomaniak" w TV4 - powiedział, że werdykt jury na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni "nie trafił w jego gust". Zwrócił uwagę, że "pominięta została "Wenecja" Jana Jakuba Kolskiego - oprócz nagrody za zdjęcia, które były "fantastyczne". - Wygrały filmy konserwatywne, zrobione w bardzo klasycznym stylu - ocenił Artur Pietras. - Oczekiwałem, że więcej nacisku w werdykcie zostanie położone na te filmy, które wzbudzały na festiwalu duże emocje, jak na przykład "Matka Teresa od kotów" Pawła Sali - powiedział.

Nagrodzone filmy jego zdaniem nie będą wzbudzały po festiwalu zbyt ożywionych dyskusji.

Filmy w manierze lat 70-tych

Łukasz Maciejewski, współpracujący z magazynem "Film" nagrodziłby całkiem inne filmy. - Uważam, że poziom tegorocznego festiwalu był naprawdę bardzo słaby - ocenił krytyk. - Nagrodzone zostały filmy, których ja - w swojej opinii - w ogóle nie umieściłbym w werdykcie. Filmy przyzwoite, dobrze zrobione. Ale wszystko w manierze lat siedemdziesiątych - czyli tego, czego ja akurat w kinie nie szukam - powiedział Maciejewski.

- Rozczarowało mnie, że nie zwrócono uwagi na dojrzałość artystyczną filmu Jana Jakuba Kolskiego "Wenecja". Z kolei film "Matka Teresa od kotów" Pawła Sali wybijał się strukturą formalną, która różniła go na przykład od bardzo solennej, dobrze skrojonej propozycji Feliksa Falka - mówił krytyk.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się