Burmistrz Gąbina: Potrzebny sprzęt ratowniczy

Aleksandra Dybiec, Milena Orłowska
2010-05-26 , aktualizacja: 27.05.2010 09:11
A A A Drukuj
- Ciągle nie ma stuprocentowej pewności, że wały wytrzymają - podkreśla burmistrz Gąbina Krzysztof Jadczak.
Krzysztof Jadczak
Fot. Dominik Dziecinny / Agencja
Krzysztof Jadczak
ZOBACZ TAKŻE
Na myśli miał przede wszystkim prowizoryczną, zbudowaną z worków z piaskiem zaporę w podpłockim Dobrzykowie. Woda stale przez nią przesiąka; gdyby doszło do najgorszego, Wisła przelałaby się na cały Dobrzyków i dotarła dalej, na Radziwie, lewobrzeżne osiedle Płocka. - Dlatego wciąż walczymy o ten przyczółek! - krzyczał wczoraj ochrypłym głosem burmistrz. Na wałach jest od niedzieli. Dysponuje, koordynuje, głos stracił już w poniedziałek. - Tu pracuje cała armia, tysiąc ludzi razem z ochotnikami - obliczał. - Niestety, kończy nam się sprzęt, wodoodporne latarki, agregaty prądotwórcze, pompy już nie wytrzymują. Potrzebujemy pilnie wszelkiego sprzętu ratowniczego!

W Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Gąbinie dodają: - A sami powodzianie potrzebują właściwie... wszystkiego. Proszę zrozumieć, oni w domach mają tylko wodę, pod sam sufit. Nie potrafią nawet wymienić, co stracili, są zdruzgotani. Z pewnością jednak w tym momencie nie mają co jeść i na czym spać. I o to prosimy w pierwszej kolejności. O konserwy, zupy w proszku, herbatę, kawę, cukier, materace, śpiwory, koce.

W samym Płocku wszystkie oczy nadal są też zwrócone na nasiąknięty do granic możliwości wał w najniżej położonej części miasta na prawym brzegu Wisły - Borowiczkach. Choć woda tu opada - wczoraj stan alarmowy był przekroczony o 1,5 m, przez dobę ubyło 20 cm - wał jest stale monitorowany. Mieszkańcy nie chcieli się ewakuować (zarządzenie o ewakuacji wydał w poniedziałek prezydent Płocka). Podzielili się odcinkami wału i nieustannie go kontrolują. Pomagają im ludzie z całego miasta, w tym młodzież. Wszyscy wzmacniają wał workami z piaskiem.

Nieliczne przesiąknięcia wałów pojawiają się jeszcze w innych miejscowościach w regionie, m.in. w Kępie Polskiej. Nieszczelności są jednak natychmiast uzupełniane. W Kępie i Wyszogrodzie woda opadła już poniżej 7 metrów, czyli o około metra w porównaniu z momentem krytycznym przed kilkoma dniami. W powiatowym sztabie zarządzania kryzysowego podkreślają, że tendencja spadkowa będzie się utrzymywać.

Podziel się