Ostatnio sławni Australijczycy wystąpili u nas w 1991 roku - w Chorzowie. Od tego czasu nagrali trzy nowe płyty, wydali album koncertowy i po raz drugi w karierze ścieżkę dźwiękową - do filmu "Iron Man 2". Ostatni album - "Black Ice", który grupa właśnie promuje podczas gigantycznej, kilkumiesięcznej trasy, kupiło siedem milionów fanów. W sumie ich płyty sprzedały się już w 200 milionach egzemplarzy! Niektórzy podśmiewają się, że wszystkie brzmienia są identycznie. Bo trzeba przyznać, że ostre riffy zespołu są niezmienne od samego początku grupy. Nie zmienia się także sceniczny wizerunek Angusa Younga, który najlepiej czuje się w szkolnym mundurku. Wszystko inne zmieniało się często - zwłaszcza skład.
Zespół w roku 1973 założyli w Sidney dwaj bracia: Angus i Malcolm Young. Twierdzą, że nazwę wzięli z maszyny do szycia, którą kupiła ich siostra Margaret - na naklejce napisano Alternating Current/Direct Current, co oznaczało, że urządzenie posiada prostownik przetwarzający prąd zmienny na prąd stały. Youngowie uznali, że to najlepiej określa styl ich gry. Przez lata ich kariery odchodzili perkusiści, basiści, a w 1980 roku zmarł wokalista i współautor tekstów Bony Scott. AC/DC myśleli wówczas nawet o rozwiązaniu zespołu, ale z pomocą przyszedł Brian Johnson w głosem równie zachrypniętym, co poprzednik. Z nim w składzie AC/DC dokończyli album rozpoczęty jeszcze ze Scottem - "Back in Black", który został najlepiej sprzedającym się krążkiem zespołu (do dziś rozszedł się w sumie w 42 milionach kopii!). Rok później ich płyta "For Those About to Rock We Salute You" znalazła się na pierwszym miejscu w rankingu Billboard 200. Na ostatni krążek "Black Ice" trzeba było czekać aż osiem lat.
Prawdopodobnie obecna trasa zespołu jest ostatnią. Ale z pewnością na Bemowie będzie można zobaczyć prawdziwy rockowy spektakl, w którym najnowsze kompozycje przeplatać się będą z klasyką. Nie zabraknie: "Hell Ain't a Bad Place to Be", "Back in Black", "Dirty Deeds Done Dirt Cheap", "Let There Be Rock" i "Highway to Hell". Czego się spodziewać? Powiemy tylko tyle: po występie w Massachusetts miesięcznik "Rolling Stone" pisał, że w porównaniu z dziesięciominutową solówką gitarową Angusa Younga w piosence "Let There Be Rock", towarzyszące koncertowi pirotechnika, armatnie strzały i sztuczne ognie wypadły blado.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl