Hydrolog: dziki brzeg Wisły w Warszawie nie powinien istnieć

ps, PAP
26.05.2010 , aktualizacja: 26.05.2010 13:47
A A A Drukuj
Warszawa: wysoki stan wody w Wiśle Fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta Warszawa: wysoki stan wody w Wiśle
Dziki brzeg po praskiej stronie Wisły w Warszawie nie powinien istnieć; gdyby zarośla w tym miejscu były usunięte, stan rzeki w tej powodzi byłby w stolicy niższy o około metr - uważa dr Piotr Kuźniar z Zakładu Budownictwa Wodnego i Hydrauliki PW.
Koryto Wisły w stolicy jest naturalnie zawężone przez tzw. gorset warszawski - płynie ona w tym miejscu przez najwęższy odcinek w całej Dolinie Środkowej Wisły; najwęższe miejsce znajduje się w okolicy Mostu Śląsko-Dąbrowskiego.

- Praski brzeg powinien być oczyszczony, bo rosnące tam drzewa i krzewy dodatkowo przewężają koryto rzeki. Są też przyczyną wyższych spiętrzeń wody i ułatwiają odkładanie się piasku, co zwęża koryto jeszcze bardziej - stwierdził Kuźniar.

Wysokie spiętrzenie wody i długa fala kulminacyjna (taka wystąpiła w przypadku tej powodzi) narażają wały na rozmiękanie, bo są to konstrukcje przystosowane tylko do krótkotrwałych wezbrań.

Wały coraz bardziej zarastają

Zdaniem Kuźniara, od powodzi w 2001 r., gdy Wisła w Warszawie sięgnęła 705 cm, proces zarastania wałów i międzywala Wisły nasilił się i nie jest to problem tylko Warszawy. Jak powiedział, mogą o tym świadczyć liczniejsze niż przed dziewięciu laty przypadki przerwania przez tę rzekę wałów przeciwpowodziowych.

Od ostatniej dużej fali wezbraniowej na Wiśle minęła prawie dekada, a pięcioletnie klony czy topole to już całkiem spore drzewa. To samo dotyczy porastającej brzegi rzeki wikliny - w ciągu siedmiu lat osiąga ona około 7 m wysokości - powiedział.

Gdyby Wisła płynęła czystym międzywalem, przerwań wałów byłoby mniej, a straty spowodowane przez tegoroczną powódź - znacznie mniejsze - ocenił hydrolog.

Ekolodzy blokują modernizację wałów

W ostatnich dniach ze strony stołecznego ratusza padł zarzut pod adresem organizacji ekologicznych, że blokują one potrzebne inwestycje związane z modernizacją wałów przeciwpowodziowych. Jak mówiła prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz, przebudowa Wału Zawadowskiego została skutecznie zablokowana przez Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.

Dodatkowe trudności stwarza fakt, że od 2002 r. odcinek rzeki między Dęblinem a Płockiem jest włączony do Europejskiej Sieci Natura 2000 jako teren specjalnej ochrony ptaków. Na odcinku warszawskim znajdują się dwa rezerwaty przyrody - Wyspy Zawadowskie i Ławice Kiełpińskie, które obejmują nie tylko wiślane wyspy, ale także tereny położone nad rzeką.



Wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz mówił w poniedziałek, że za każdym razem, gdy podejmowane są prace związane np. z wycinką porastających nabrzeże Wisły drzew, "podnoszony jest alarm i te prace są bardzo często przerywane".

Czy można ekologicznie chronić przed powodzią?

Modernizację wałów komplikuje także fakt, że należy to do kompetencji marszałka województwa - miasto nie jest ani ich właścicielem, ani administratorem. Władze stolicy podkreślają jednak, że chcą partycypować w kosztach tych prac. Postulatem często podnoszonym przez organizacje ekologiczne jest wykorzystanie tzw. nietechnicznych metod ochrony przed powodzią - zamiast podnosić wały przeciwpowodziowe, należałoby raczej oddać rzekom ich naturalne tereny zalewowe.

W ocenie Kuźniara, w biegu Wisły przed Warszawą raczej jednak nie ma takiej możliwości, choćby ze względu na istniejącą zabudowę. Trudne byłoby także utworzenie polderów, na które w sytuacji zagrożenia powodzią bezpiecznie mogłyby się wylewać wezbrane wody rzeki.



Zobacz więcej na temat:

Podziel się