Przeczytaj więcej o tragicznym zdarzeniu Kobieta konsekwentnie przedstawia inną niż
policja wersje wydarzeń do jakich doszło w niedzielę w okolicy Stadionu Narodowego - w wyniku których zmarł 36 letni Nigeryjczyk. - Najpierw
policjant zabił tego Nigeryjczyka i dopiero potem doszło do zamieszek. Po prostu jego koledzy tak się zdenerwowali i byli w takim szoku, że zaczęli atakować głównie radiowozy potem policjantów. Zamieszki zostały spowodowane tym zabójstwem - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM. - Jestem po prostu w szoku, że ten pan ma czelność wygadywać takie bzdury - tak skomentowała wersję wydarzeń zaprezentowaną chwilę wcześniej przez rzecznika stołecznej policji - Macieja Karczyńskiego.
Według policji śmiertelny strzał padł, kiedy doszło do szamotaniny między Nigeryjczykiem a funkcjonariuszem, który chciał go wylegitymować. Policjanci - jak mówił Karczyński - pojechali w okolicę stadionu, bo "mieli informację, że są sprzedawane podrobione towary". - Pozostawiam to ocenie słuchaczy, czy jeżeli policjanci przyjeżdżają, to w ich kierunku powinny lecieć kamienie czy cegłówki. My też jesteśmy ludźmi, na nas też ktoś czeka. W ułamku sekundy podejmujemy decyzje, które decydują o naszym lub czyimś życiu - mówił Karczyński i apelował o wstrzymanie się od oceny wydarzeń do momentu zakończenia pracy przez śledczych.
Prokuratura po niedzielnych wydarzeniach wszczęła dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy czynnej napaści na funkcjonariusza. Drugie w sprawie ewentualnego przekroczenia uprawnień przez policjanta skutkującego nieumyślnym spowodowaniem śmierci.
- Nasi mężowie zdemolowali tak naprawdę w szoku kilka radiowozów i muszą za to odpowiedzieć. A ten człowiek leży w szpitalu. Jak go głowa przestanie boleć to sobie wyjdzie ze szpitala i można go szukać do woli. Nawet nikt go tam nie pilnuje w tym szpitalu - mówiła nie kryjąc emocji żona jednego z Nigeryjczyków.
Kobieta oskarżyła też policję o złe traktowanie zatrzymanych w niedzielę mężczyzn. - Nasi mężowie byli traktowani w sposób obraźliwi. Przez 48 godzin nie pozwolono im skorzystać z toalety. Nie dostali pić i jeść. Poinformujemy o tym naszych prawników - zapowiedziała.
Rzecznik warszawskiej policji mówił, że nie ma informacji na temat żadnych nieprawidłowości. - Na to trzeba mieć dowody. Zaręczam państwu, że standardy dotyczących zatrzymanych osób są na światowym poziomie - powiedział Maciej Karczyński. Policjant podkreślał, że najważniejszy jest teraz efekt pracy prokuratorów. - My nie mówimy czyja to wina, mówimy tylko, że policjanci pojechali do pracy, chcieli wylegitymować ludzi, którzy zaczęli uciekać, wywiązała się szamotanina i padł śmiertelny strzał - powtórzył rzecznik stołecznej policji.
W niedzielę zatrzymano 32 osoby. Zarzuty czynnej napaści na policjanta usłyszało 26 mężczyzn.
Posłuchaj rozmowy w Komentarzach Radia TOK FM