"Zamieszki zostały spowodowane zabójstwem" - relacja żony jednego z zatrzymanych Nigeryjczyków

25.05.2010 14:53
Zamieszki, zatrzymanie, przesłuchanie w komendzie.
I w efekcie zarzuty usłyszało 26 osób.

Zamieszki, zatrzymanie, przesłuchanie w komendzie. I w efekcie zarzuty usłyszało 26 osób. (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

- Nasi mężowie zostali zatrzymani na 48 godzin, został wobec nich zastosowany dozór policyjny. Natomiast wobec policjanta, który zabił człowieka nie zostaną wyciągnięte konsekwencje. On nie ma nawet dozoru policyjnego, jest wolny - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM żona jednego z Nigeryjczyków, zatrzymanych w niedzielę.
Przeczytaj więcej o tragicznym zdarzeniu

Kobieta konsekwentnie przedstawia inną niż policja wersje wydarzeń do jakich doszło w niedzielę w okolicy Stadionu Narodowego - w wyniku których zmarł 36 letni Nigeryjczyk. - Najpierw policjant zabił tego Nigeryjczyka i dopiero potem doszło do zamieszek. Po prostu jego koledzy tak się zdenerwowali i byli w takim szoku, że zaczęli atakować głównie radiowozy potem policjantów. Zamieszki zostały spowodowane tym zabójstwem - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM. - Jestem po prostu w szoku, że ten pan ma czelność wygadywać takie bzdury - tak skomentowała wersję wydarzeń zaprezentowaną chwilę wcześniej przez rzecznika stołecznej policji - Macieja Karczyńskiego.

Według policji śmiertelny strzał padł, kiedy doszło do szamotaniny między Nigeryjczykiem a funkcjonariuszem, który chciał go wylegitymować. Policjanci - jak mówił Karczyński - pojechali w okolicę stadionu, bo "mieli informację, że są sprzedawane podrobione towary". - Pozostawiam to ocenie słuchaczy, czy jeżeli policjanci przyjeżdżają, to w ich kierunku powinny lecieć kamienie czy cegłówki. My też jesteśmy ludźmi, na nas też ktoś czeka. W ułamku sekundy podejmujemy decyzje, które decydują o naszym lub czyimś życiu - mówił Karczyński i apelował o wstrzymanie się od oceny wydarzeń do momentu zakończenia pracy przez śledczych.



Prokuratura po niedzielnych wydarzeniach wszczęła dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy czynnej napaści na funkcjonariusza. Drugie w sprawie ewentualnego przekroczenia uprawnień przez policjanta skutkującego nieumyślnym spowodowaniem śmierci.

- Nasi mężowie zdemolowali tak naprawdę w szoku kilka radiowozów i muszą za to odpowiedzieć. A ten człowiek leży w szpitalu. Jak go głowa przestanie boleć to sobie wyjdzie ze szpitala i można go szukać do woli. Nawet nikt go tam nie pilnuje w tym szpitalu - mówiła nie kryjąc emocji żona jednego z Nigeryjczyków.

Kobieta oskarżyła też policję o złe traktowanie zatrzymanych w niedzielę mężczyzn. - Nasi mężowie byli traktowani w sposób obraźliwi. Przez 48 godzin nie pozwolono im skorzystać z toalety. Nie dostali pić i jeść. Poinformujemy o tym naszych prawników - zapowiedziała.



Rzecznik warszawskiej policji mówił, że nie ma informacji na temat żadnych nieprawidłowości. - Na to trzeba mieć dowody. Zaręczam państwu, że standardy dotyczących zatrzymanych osób są na światowym poziomie - powiedział Maciej Karczyński. Policjant podkreślał, że najważniejszy jest teraz efekt pracy prokuratorów. - My nie mówimy czyja to wina, mówimy tylko, że policjanci pojechali do pracy, chcieli wylegitymować ludzi, którzy zaczęli uciekać, wywiązała się szamotanina i padł śmiertelny strzał - powtórzył rzecznik stołecznej policji.

W niedzielę zatrzymano 32 osoby. Zarzuty czynnej napaści na policjanta usłyszało 26 mężczyzn.

Posłuchaj rozmowy w Komentarzach Radia TOK FM



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje