Sport.pl na Facebooku - Bądź na bieżąco! » - Chciałem oczyścić swoje sumienie. Nie chcę być częścią tego procederu - powiedział Landis w wywiadzie dla portalu Espn.com. Potwierdził, że brał wszystko, co jest zakazane: EPO, hormon wzrostu, hormony żeńskie, sterydy anaboliczne, raz wstrzyknął sobie insulinę, robił też transfuzję krwi. Pierwszy raz przyznał się do stosowania dopingu, choć zdyskwalifikowany został już cztery lata temu.
Wstrząsające nie jest tylko to, że jego organizm stał się magazynem farmaceutycznym, ale kto go wprowadzał w tajniki dopingu. Miał nim być Armstrong, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France oraz jego dyrektor sportowy Johan Bruyneel. Landis jeździł w drużynie US
Postal w latach 2002-04. Pracował na sukcesy Armstronga. - Na treningach często opowiadał mi, jaka ewolucja nastąpiła w walce z EPO, jak zaostrzyły się kontrole krwi - powiedział Landis. Wiedział, w której zamrażarce Armstrong trzyma zamrożoną krew, nieraz musiał kontrolować jej temperaturę.
Wszystkie posiadane informacje przekazał w e-mailach trzem instytucjom: Światowej Agencji Antydopingowej, Międzynarodowej i Amerykańskiej Federacji Kolarskiej. Ale nie tylko. Amerykańskie media w piątek ogłosiły, że spotkał się z agentem służb specjalnych ds. spraw walki z dopingiem Jeffem Novitzkym. To on kilka lat temu rozłożył na łopatki laboratorium BALCo, centrum medyczne produkujące wyrafinowany doping dla gwiazd sportu. Z usług BALCo korzystali m.in. Marion Jones, Dwain Chambers, Tim Montgomery.
Landis nie jest sam. Sobotni "New York Times" pisze, że już dwie osoby oskarżone o doping przez 34-letniego dziś kolarza zgłosiły się do agencji antydopingowej. Chcą współpracować, proszą o anonimowość, zyskali coś w rodzaju statusu świadka koronnego.
Do kontrataku przystąpił Armstrong i Bruyneel. - On już dawno stracił swoją wiarygodność - powiedział Armstrong. Linia obrony polega głównie na uczynieniu z oskarżyciela człowieka kompletnie przegranego, który chwyta się wszystkich dostępnych środków, by zaistnieć jeszcze w świecie sportu. Mają trochę racji. Landis dopuścił się jednego z największych oszustw w historii sportu. W 2006 roku wygrał Tour de France. Dzień po dekoracji wyszło na jaw, że zwycięstwo w kluczowym etapie (odrobił w niej kilkuminutową stratę) odniósł, faszerując się dopingiem. Czy zapamiętał wtedy, co kiedyś miał radzić mu Armstrong?