W sobotę członkowie PO wybierali przewodniczącego regionu na kolejne cztery lata. Dotychczasowy lider poseł
Janusz Palikot w walce o przywództwo zmierzył się z posłem z Puław Włodzimierzem Karpińskim.
Palikot mówił przed wyborami, że kiedy obejmował władzę Platforma miała w regionie tysiąc członków. Teraz jest ich trzy tysiące. Ale przyznał się do błędów: - Zabrakło dobrego kontaktu między zarządem wojewódzkim a powiatowymi strukturami partii.
Nowe cele, jakie stawia przed sobą PO, to wygranie wyborów samorządowych oraz utrzymanie funkcji marszałka województwa w rękach Platformy. - Nie będzie to możliwe, jeśli Bronisław Komorowski nie wygra wyborów na prezydenta - zaznaczył Palikot. Jego zdaniem
Waldemar Pawlak stworzy koalicję z
PiS, a
Grzegorz Napieralski bardzo chce być marszałkiem Sejmu i rola Platformy osłabnie.
Karpiński z kolei odwoływał się do początków powstania PO. - Chcemy przywrócić blask i dumę Lubelszczyźnie. Polityka ma służyć człowiekowi - głosił z mównicy i dodał: - Janusza widzimy na niwie krajowej, gdzie dobrze spełnia się jako komentator wydarzeń politycznych.
Zanim doszło do głosowania, gołym okiem było widać, że lubelska PO nie jest jednorodna. Z mównicy padały ostre słowa.
Krzysztof Kamiński: - W przypadku wygrania Włodka szykuje się nam wojna. Doktor Joanna Mucha będzie walczyła z doktorem Jackiem Sobczakiem. Co z tego wyjdzie? Habilitacja? Nie traćmy siły na konflikty.
Palikotowi dostało się od senatora Józefa Bergiera: - Czy było łatwo o te wybory? Nie. Wielu z nas było pod presją, żeby wskazać jednego kandydata. Mam obowiązek walczyć o demokrację. Jak daleko może posunąć się manipulacja? - pytał senator.
Gdy trwało tajne głosowanie, wybuchła afera. Delegaci dostali sms-y o treści "Głosujmy na Włodka Karpińskiego!". Wiadomość została nadana z numeru, który wcześniej należał do asystenta poseł Magdaleny Gąsior-Marek, otwarcie przeciwnej Palikotowi.
- To haniebna manipulacja, która zahacza o przestępstwo - grzmiał Sobczak. - Powiadomimy prokuraturę o praktykach pani poseł - dodał.
- Nie wysyłałam żadnych sms-ów z moich telefonów. Chciałam zabrać głos, ale mi nie pozwolono. To nie jest partia demokratyczna - mówiła dziennikarzom.
Ostatecznie komisja podliczyła głosy. Na 492 ważne głosy Palikot dostał 298. Karpińskiego poparło 190 osób.
- Spodziewałem się 340 głosów - mówił dziennikarzom przewodniczący i zaznaczył, że wybory wiele go nauczyły. - To, że wygraliśmy, nie oznacza, że przeciwników spychamy na margines. Dostaną konkretną ofertę samorządową i polityczną, w której będą musieli się wykazać. Jak zrobią dobre wyniki w wyborach, to odzyskają pozycję polityczną, którą dziś trochę stracili. Jestem pewien, że nie da się dalej działać na zasadzie tylko pewnego autorytetu. Jedno jest pewne - nie pójdziemy do wyborów samorządowych podzieleni.
Karpiński zaznaczył, że to pierwsze demokratyczne wybory w partii. Zarówno Zyta Gilowska, jak i przed czterema laty Palikot, zostali wskazani przez Warszawę.
Kto na prezydenta Lublina W Platformie nadal liczą się trzy osoby: Adam Wasilewski, Henryka Strojnowska i Krzysztof Żuk. Nazwisko kandydata poznamy najpewniej w lipcu. Partia chce jeszcze raz przeprowadzić badanie opinii społecznej, bo sytuacja po katastrofie smoleńskiej i powodzi zmieniła się.