Nie oznacza to jednak, że jest już bezpiecznie. Wały przeciwpowodziowe są mocno nasiąknięte wodą. - Nie są już stabilne. To już jest galareta - zauważał na konferencji prasowej szef
MSWiA i prosił, aby "nie wchodzić na wały, nie wjeżdżać na nie ciężkim sprzętem i nie prowadzić wokół nich prac, które mogą spowodować wstrząsy".
Według jego zapewnień sytuacja z dnia na dzień ma się poprawiać. Dzisiaj w większości kraju ma być bezchmurnie, a jeżeli wystąpią opady to tylko punktowo. Do tego opada poziom wody w wielu rzekach. Jak poinformował Jerzy Miller Wisła od godziny 5 ano notuje kilkucentymetrowe spadki. Podobna sytuacja jest na jej dopływach lewostronnych i prawostronnych. - To jest różnie. Od 4 do 6 cm na godzinę. Ważna jest tendencja spadkowa. To są wszystko dobre informacje - mówił szef MSWiA. Dodawał też, że w samych Czechowicach - Dziedzicach poziom wody spadł o niemal jeden metr.
"Nie chciałbym, żebyśmy przez duży optymizm narażali swoje życie i ratowników" Miller zauważał też, że niewiele osób z terenów zagrożonych chce się ewakuować. - Wczoraj w Sandomierzu, gdy było już wiadomo, że wał został rozmyty zostały podstawione autobusy. Mieszkańcy mieli czas, żeby zabrać najważniejsze dokumenty i przejść na tereny położone wyżej - opowiadał szef MSWiA. Ale z tej pomocy skorzystali tylko nieliczni. - Nie chciałby, żebyśmy przez duży optymizm narażali swoje życie i ratowników - dodawał.
Obecnie do przyjęcie fali powodziowej szykuje się m.in. Warszawa, gdzie ma dotrzeć w piątek wieczorem. Minister uspokajał, że wszystkie prognozy wskazują na to, że będzie ona "przyjęta obronną ręką".