RECENZJA - "Czarna lista"Aleksandry Marininy

Maja Staniszewska
2010-05-19 , aktualizacja: 19.05.2010 19:37
A A A Drukuj
ZOBACZ TAKŻE
Na początek zaskoczenie - nie ma major Kamieńskiej. I nie ma Moskwy. Głównym bohaterem "Czarnej listy" jest kolega Nastii z pracy Władisław Stasow, który spędza urlop z córeczką w kurorcie na Krymie. Nie jest to urlop spokojny - podczas odbywającego się tam festiwalu filmowego zostaje zamordowana faworytka do nagrody za najlepszą rolę. Stasow niechcący zostaje wciągnięty w śledztwo. Romanse, intrygi, łapówki - wszystko zostaje wyciągnięte na wierzch. Milicjant z Moskwy stara się pomóc miejscowemu młodszemu koledze. Wsparciem Stasowa jest Tatiana, słynna autorka kryminałów, która przypadkiem mieszka w tej samej kwaterze. Im dalej zagłębiają się w tajemnice kurortu, tym większe niebezpieczeństwo zaczyna im grozić.

Kulisy filmowego światka Marinina opisuje ze swadą i ironią. To stanowczo najlepsza część tej książki. Sama zagadka - kto i dlaczego morduje gwiazdy ekranu - schodzi na plan dalszy, ale odpowiedź jest dość zaskakująca. Szkoda tylko, że dając Stasowowi pomocnicę, by lepiej mógł się wczuć w meandry kobiecej duszy, sama nie wzięła sobie kogoś, kto pomógłby jej lepiej sportretować mężczyznę. Stasow jest dziwnie niekonsekwentny, rozchwiany, co jakiś czas wspomina o aniołach, które go prowadzą. Rozumiem, dlaczego powoli kojarzy fakty - sam wyznaje, że nie jest najlepszym śledczym, ale nie rozumiem, dlaczego zakochuje się też bez pamięci w kobiecie, którą ledwie dzień wcześniej uznał za grubą krowę. Może autorka po prostu postanowiła ponieść na duchu panie w rozmiarze 54? I im na pewno się ta książka spodoba.

Podziel się