>>
Nowy zwierzak w domu - czytaj na Cafe Animal Ile jest w pani Anastazji Kamieńskiej, oficer milicji, głównej bohaterki pani kryminałów, a ile Tatiany Tomiliny, pisarki z wydanej właśnie u nas "Czarnej listy"? - Kiedy wymyślałam Nastię Kamieńską, było w niej 95 proc. mnie - oficer milicji zajmująca się pracą analityczną, niezamężna, niedbająca o zdrowie. Tatiana dostała ze mnie tylko to, że jednocześnie pracowała w milicji i pisała kryminały.
To może choć styl pracy macie podobny? Tatiana narzuciła sobie reżim pisania co najmniej 300 wersów dziennie... - Nie. Piszę, jak się zdarzy. Bywają dni, kiedy jest to 15-20 stron, są tygodnie, kiedy nie piszę ani słowa.
Ma pani taki komfort jak Tatiana, której domem i codziennymi sprawami zajmuje się jej przyjaciółka, a ona tylko pisze? - Kiedy pisałam "Czarną listę", nikogo takiego nie miałam. Teraz mam męża, który zajmuje się domem, i dwie panie do pomocy, które sprzątają, robią zakupy, gotują. Ja muszę tylko pisać.
Jak pani zaczęła? - Oj, to było bardzo dawno temu - prawie 20 lat. Byłam ciekawa, jak to jest. Chciałam napisać to, co wiem o pracy śledczych, o szukaniu przestępców, ale nie w postaci studium naukowego, tylko powieści. Część intryg w moich książkach pochodzi ze spraw, z którymi stykałam się w pracy.
A jak pani koledzy - milicjanci odnosili się do pani pisania? - Z sympatią. Miałam bardzo dużo szczęścia, bo pracowałam w świetnym towarzystwie, w którym nie było zawiści, niezdrowej rywalizacji.
To dlaczego zdecydowała się pani odejść z pracy? - Zaczęłam pisać w 1991 roku, do 1998 roku napisałam 18 książek. A czas na to miałam po pracy, czyli poza godzinami 9-17. Zaczęli się mną interesować dziennikarze, zaczęły się pojawiać propozycje od zagranicznych wydawnictw, z którymi trzeba było rozmawiać, a to było bardzo czasochłonne. W końcu musiałam się zdecydować - czy zajmować się tym wszystkim w czasie pracy, co było nie do przyjęcia, czy się tym nie zajmować w ogóle. Ponieważ w 1998 roku minęło akurat 20 lat mojej pracy w milicji, mogłam przejść na wcześniejszą emeryturę. I to właśnie zrobiłam. Wtedy zresztą mogłam się już całkowicie utrzymać z pisania.
Pisała pani nawet sześć książek rocznie... - Był taki rok, ale coś takiego można zrobić raz, dwa razy w życiu. Potem kończą się siły i trzeba zwolnić tempo. Miałam takie trzy lata, kiedy nie pisałam w ogóle.
A co robi pisarz, kiedy nie pisze? - Cierpi. I się boi. Że to już na zawsze, że siły nie wrócą, że wena nie wróci. Cierpiałam cicho i czekałam, aż to minie.
Znamy panią jako autorkę kryminałów, ale to nie jest cała pani twórczość? - Piszę sagi rodzinne, dramaty psychologiczne, sztuki teatralne, to, na co mam ochotę. Rosyjscy czytelnicy uważają, że właśnie sagi to najlepsze, co do tej pory napisałam.
Pani dawni koledzy są chyba zadowoleni z portretów milicjantów w pani książkach. Są bardzo pozytywne, chociaż rosyjska milicja nie cieszy się wcale dobrą opinią ani zaufaniem... - Nie wiem, jak koledzy, ale milicja była zadowolona z tego, w jaki sposób przedstawiałam jej pracę. W 1995 roku dostałam nawet za to nagrodę państwową. Od tego czasu minęło jednak 15 lat. W moich książkach pojawili się z czasem milicjanci przestępcy, łapówkarze, nieudacznicy. Ale na to polscy czytelnicy muszą poczekać. Jak na razie, wszystkie wydane tu książki to te napisane do 1996 roku. Czasy się zmieniły, milicja też. Jak dziś oceniliby moje pisanie, nie wiem.
Co teraz pani pisze? - Właśnie oddałam wydawcy świeżutką książkę o Kamieńskiej, ukaże się w Rosji jesienią.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl