Dramatyczna sytuacja w Sandomierzu. Ludzie na dachach

Anna Gmiterek-Zabłocka, Michał Janczura, TOK FM, PAP
19.05.2010 , aktualizacja: 19.05.2010 16:51
A A A Drukuj
Blisko pięć tysięcy mieszkańców prawobrzeżnego Sandomierza będzie musiało opuścić swoje domy. W pierwszej kolejności - tysiąc osób. Takie dane podaje straż pożarna. - Ale wszystko się bardzo szybko zmienia - dodają strażacy. Część mieszkańców czeka na pomoc na dachach swoich domów. Do Sandomierza przyjechał Donald Tusk. - Sytuacja w mieście jest newralgiczna - mówił.
Donald Tusk w Sandomierzu
Fot. TVP Info
Donald Tusk w Sandomierzu
Wisła w Sandomierzu
Fot. mily/ zdjęcie przysłane na Alert24
Wisła w Sandomierzu
Wysoki poziom wody, most w Sandomierzu
Fot. mily/ zdjęcie przysłane na Alert24
Wysoki poziom wody, most w Sandomierzu
Spotkanie premiera z mieszkańcami podtopionego miasta transmitowały stacje informacyjne. - Dlaczego ktoś tu zaspał! - pytała się premiera wzburzona kobieta. Mówiła, że nocą nikt nie ostrzegał mieszkańców o sytuacji w mieście, a telefony w Sztabie Kryzysowym milczały od ósmej rano. - Ludzie z sąsiedniego domu wzywali pomocy, my ewakuowaliśmy się dopiero gdy pływały łodzie motorowe - mówiła bardzo zdenerwowana mieszkanka Sandomierza. Jej mąż mówił, że dopiero kolega w pracy poinformował go o tym, że został uszkodzony wał przy ich ulicy. Mieszkańcy obwiniali o zaniedbania lokalne władze.

Trzeba rzucić dużo więcej siły

Z oceną akcji premier jeszcze się wstrzymuje. - Na wnioski przyjdzie czas, a teraz trzeba jak najszybciej pomóc ludziom - mówił szef rządu. Zapowiedział, że do miasta będzie dostarczony dodatkowy sprzęt - między innymi niedługo w mieście znajdą się dwa helikoptery i uwolnią z dachów ludzi czekających na pomoc. - Czasami nawala informacja. (..) Zwracam się z apelem do mieszkańców: na pierwszy sygnał o potrzebie ewakuacji wszyscy powinni się na nią zgadzać - mówił Donald Tusk. Relacjonował opowieści strażaków o ludziach, którzy zgodzili się opuścić swoje domy dopiero, gdy wlewała się do nich woda.

Ludzie ściągani z dachów

- Sytuacja jest dramatyczna - mówi Bogusław Karbowniczek, rzecznik sandomierskich strażaków. Przyznaje, że na ewakuację czekają i dzieci, i osoby starsze, i niepełnosprawni. - Mamy bardzo różne życiowe sytuacje - dodaje. Strażacy ściągają ludzi z dachów prosto do łodzi i wywożą w bezpieczne miejsca. Tereny zalane to dzielnica domków jednorodzinnych.

Do Sandomierza ściągane są posiłki z całej Polski. - Chodzi o sprzęt, w tym łodzie, ale też o strażaków - mówi Karbowniczek.

W Sandomierzu jest premier i minister spraw wewnętrznych oraz komendant główny straży pożarnej.

Woda wdarła się do miasta

Rano woda wdarła się na osiedle Baczyńskiego, zalane są m.in. ulice: Wałowa, Flisaków, Powiśle, Ostrówek. Woda w niektórych domach sięga metra. Teren ten zamieszkuje ok. 4,5 tys. osób. Nie wszyscy mieszkańcy zdecydowali się na ewakuację. Zgodnie z zarządzeniem burmistrza zaopatrują się w wodę i pieczywo oraz świece, bo wkrótce mają być przerwane dostawy prądu.

Policja zamknęła dla ruchu sandomierski most na Wiśle. Z powodu przerwania wału w Koćmierzowie, zamknięta jest także droga między Sandomierzem i Tarnobrzegiem oraz sandomierski odcinek drogi krajowej nr 79 w kierunku Krakowa.

Wg dyżurnego Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Kielcach o godz. 8 Wisła w Sandomierzu miała 815 cm głębokości i opada - wcześniejszy pomiar wskazywał 830 cm.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się