W rosyjskim Pskowie nie chcą katolickiego kościoła

- To miasto prawosławne. Z gruntu prawosławne. I nie wolno nas tu obrażać katolicyzmem. Dlatego przerwana właśnie budowa kościoła nie będzie zakończona - zapewnia ojciec Ioann, proboszcz górującej nad Pskowem Cerkwi św. Trójcy
Ziemia pskowska to rzeczywiście ostoja prawosławia. Stąd pochodziła św. Olga, księżna kijowska uznawana w Cerkwi za "apostołom równą". Ten region nigdy nie znalazł się pod jarzmem tatarsko-mongolskim. Tu w Pieczorze działa jedyny w całej Rosji klasztor, który nie był zamknięty w czasach bolszewickich (po rewolucji w czasie największych represji znalazł się na terytorium Estonii).

Przybyszom radzą tu, by koniecznie poszli na Most Olgi na rzece Wielikiej i stamtąd spojrzeli na Psków. Z mostu widać kopuły 15 cerkwi (w całym 200-tysięcznym mieście jest dziś 26 czynnych świątyń prawosławnych), nad którymi wznosi się kreml z potężną katedralną św. Trójcą.

Tym widokiem ponoć często rozkoszuje się Jewsiewij, arcybiskup pskowski i wielkołucki. Panorama miasta według niego pokazuje nie tylko, że nie ma tu nic wyższego nad prawosławie. Dowodzi też, że i w samej Cerkwi obowiązuje hierarchia - mniejsze świątynie "pokornie kłaniają się" głównej. - Patriarcha nie pozwoli popsuć tego obrazu - usłyszałem w obwodowej administracji Pskowa.

Przodująca budowa katolicyzmu

Przed rewolucją był w Pskowie kościół katolicki. W starym centrum, w obrębie murów obronnych. Bolszewicy skonfiskowali go w 1934 roku i urządzili w nim szkołę dla szwaczek.

Kiedy dziesięć lat temu w mieście znowu powstała parafia katolicka, zaczęła się walka o stary kościół. Po interwencjach u władz obwodowych, w Moskwie, listach do samego Borysa Jelcyna stanęło na tym, że katolicy nie odzyskają starej świątyni, dostaną tylko w dzierżawę działkę nad rzeką Pskową (dopływ Wielikiej), gdzie mogą sobie postawić nowy kościół i dom parafialny.

Budowa zaczęła się trzy lata temu. Miejscowe gazety i obwodowa telewizja regularnie informowały o budowie. Psków to miasto biedne. W samym centrum straszą ruiny rozpadających się ze starości nieremontowanych domów. Reportaże o szybkim postępie prac na - jak to uszczypliwie określają miejscowi dziennikarze - "przodującej budowie katolicyzmu" przyciągały uwagę widzów i czytelników. Ale przez trzy lata nikt głośno nie protestował.

Zmieniło się to, kiedy w lutym Jan Paweł II przekształcił cztery tymczasowe administratury rosyjskie w pełnoprawne diecezje i powołał do życia arcybiskupstwo w Moskwie. Patriarchat moskiewski zamroził stosunki z Watykanem i ostro zaprotestował przeciw "agresji katolicyzmu na Świętą Ruś Prawosławną". Odezwał się też i arcybiskup Jewsiewij. 12 marca wysłał listy do Władimira Putina i Jewgienija Michajłowa, gubernatora Pskowa, domagając się "powstrzymania katolickiej agresji" i przerwania budowy kościoła w Pskowie. - "Katolicy to nie dobroczyńcy. Żadnemu narodowi nie przynieśli nic dobrego czy pożytecznego. Gdzie się pojawiali, tam zaczynało się rozprężenie, podziały, zniszczenia. I jakie by jasne nie były ich szaty, ich uczynki zawsze są ciemne. Katolicy już szykują nam nowe podziały i bunty. Niech pan nie obraża naszego narodu obecnością katolików" - metropolita prosił prezydenta.

A gubernatorowi Jewsiewij przypomniał czasy Iwana Groznego, kiedy to król Stefan Batory - "działający na rozkaz papieża rzymskiego" - oblegał Psków. - "Budowa kościoła katolickiego na ziemi pskowskiej, która tak wiele ucierpiała od ord katolickich, jest świętokradztwem i obraża pamięć naszych świętych przodków. To policzek wymierzony naszemu prawosławnemu narodowi i naszym władzom świeckim. Stanowczo prosimy, by podjął Pan działania w celu przerwania budowy ogromnego kościoła katolickiego w historycznej części Pskowa" - nalegał arcybiskup w liście do gubernatora.

Zbawienne Promienie

W katolicką niedzielę palmową 24 marca obok wznoszonego przy ulicy Plechanowski Posad 64 kościoła demonstrowało (jak policzyli katolicy) 78 prawosławnych. Śpiewali pieśni religijne, w rękach trzymali ikony św. Aleksandra Newskiego (książę nowgorodzki, który w 1242 roku pokonał Kawalerów Mieczowych) i plakaty z napisami: "Kto przychodzi do nas z mieczem, od miecza ginie" oraz "Święta Rusi, broń świętego prawosławia".

W tym czasie arcybiskupstwo wydało numer swego pisma "Zbawienne Promienie" poświęcony w całości "agresji katolicyzmu". W gazecie czytelnicy mogli przeczytać listy Jewsiewija do prezydenta i gubernatora. Dowiedzieli się też, że "katolicyzm to wróg Rosji Prawosławnej", że Watykan propaguje "przeciwną naturze regulację narodzin". A na jednej z ilustracji zobaczyli szeroko uśmiechniętego Jana Pawła II, który błogosławi chmarę diabłów lecących na Moskwę.

Jewgienij Komarow, publicysta dziennika "Nowyje Izwiestia", uważa, że takie publikacje powinny automatycznie doprowadzić do rozpoczęcia postępowania karnego z paragrafu "rozniecanie nienawiści religijnej". Efekt był jednak zupełnie inny. 3 kwietnia Wydział Architektury i Budownictwa Administracji Obwodu Pskowskiego wydał nakaz zatrzymania budowy kościoła katolickiego.

Samowolka

Władimir Mojsiejew, kierownik wydziału architektury i budownictwa, zapewnia "Gazetę", że parafia katolicka buduje swój kościół w Pskowie samowolnie. - Oni mieli zgodę na prace tylko do poziomu zerowego, do poziomu gruntu. Na kontynuację robót nikt im nie wydawał zezwolenia - przekonuje.

- Mury doszły do wysokości 11 metrów. Dom parafialny stoi już pod dachem. I wy przez trzy lata nie zauważyliście takiej "samowoli budowlanej"? A dlaczego 29 marca, pięć dni przed tym, jak kazał Pan wstrzymać prace przy kościele, wasza obwodowa inspekcja budowlana pozytywnie zaopiniowała dokumentację budowy? - pytam.

- Opinia inspekcji to nie decyzja - odpiera Mojsiejew i przyznaje, że administracja przez lata przymykała oczy na budowę kościoła.

Jednak teraz po listach arcybiskupa do Putina i Michajłowa gubernator nakazał dokładnie przyjrzeć się sytuacji i znaleźć nieprawidłowości.

Zmiękczyć arcybiskupa

- Póki nikt nie zwracał uwagi na tę budowę, nie było potrzeby, żebyśmy się nią zajmowali. Ale teraz, kiedy uaktywnili się przeciwnicy kościoła, my musimy być bardzo skrupulatni. Jeśli tam będą niedociągnięcia, ktoś może podać sprawę do sądu i to nas, administrację, oskarżą o lekceważenie obowiązków, brak czujności. A jakie będą straty kościoła, jeśli sąd nakaże rozbiórkę gotowej już świątyni - dowodzi Mojsiejew.

Administracja żąda teraz, by parafia katolicka uzgodniła dokumentację budowy kościoła z inspekcją obrony cywilnej - Ich interesuje, czy ludzie zgromadzeni w świątyni będą bezpieczni w przypadku trzęsienia ziemi czy aktu terrorystycznego - tłumaczą współpracownicy Mojsiejewa.

I jeszcze trzeba przeprowadzić ankietę wśród mieszkańców Pskowa i zapytać ich, czy uważają istnienie kościoła katolickiego w ich mieście za "celowe".

- Parafia przed rozpoczęciem budowy już pytała o to ludzi mieszkających w okolicy. Po co więc to powtarzać? - pytam.

- My nie chcemy zaostrzać konfliktu. On może się stać bardzo niebezpieczny. Liczymy, że uda się znaleźć inne rozwiązanie - zapewnia Mojsiejew i zaczyna rysować na kartce bryłę powstającego kościoła. - Tam według projektu ma być dach czterospadowy zwieńczony nadbudówką. Chcemy przekonać proboszcza Krzysztofa, pańskiego rodaka i obywatela Polski, żeby zmienił projekt, architekta też powinien zmienić, bo on nam już wcześniej podpadał. Jeśli dach zrobi się dwuspadowy i bez nadbudówki, wysokość kościoła zmniejszymy o pięć metrów. Może dzięki temu uda się zmiękczyć stanowisko arcybiskupa i zakończyć budowę. A nam, administracji bardzo na tym zależy - deklaruje Mojsiejew.

Gra w metry

- Z nami też początkowo "grali w metry" - przestrzega Nikołaj Załucki, biskup pskowskich zielonoświątkowców. Jego wspólnota kupiła stary dom przy ulicy Czerwonych Partyzantów w centrum miasta. Władze Pskowa zaakceptowały koncepcję architektoniczną przebudowy.

- A potem zaczęły się przepychanki. Słyszeliśmy, że Jewsiewij się nie godzi. Że może gdybyśmy obniżyli budynek o pięć metrów, to może zmiękczymy jego stanowisko. A może o 10 metrów. Potem próbowali nam odebrać budynek. A kiedy się okazało, że to niemożliwe, dostaliśmy to - Załucki podaje mi dokument podpisany przez Iwana Kalinina, wicemera Pskowa.

Wicemer, powołując się na Ustawę o Wolności Sumienia i Zgromadzeniach Religijnych oraz deklarując, że kieruje się "interesami umocnienia współpracy i wzajemnego zrozumienia w społeczeństwie" 20 maja ubiegłego roku poinformował biskupa, że "miasto Psków zawsze stanowiło centrum kultury prawosławnej, gdzie Cerkiew Prawosławna odgrywała rolę szczególną".

"A co się tyczy przebudowy budynku przy ulicy Czerwonych Partyzantów 7 na świątynię, to wobec tego, że w pobliżu znajduje się Prawosławne Seminarium Duchowne i dwie działające cerkwie prawosławne, a także biorąc pod uwagę opinię Arcybiskupa Pskowskiego i Wielkołuckiego Jewsiewija ulokowanie Waszej świątyni w tym miejscu uważamy za niecelowe" - podsumował Kalinin.

- Jasno i prosto powiedzieli nam, kto tu rządzi. Że te 1,5 tys. wiernych, których tu mamy, się nie liczy. Pewnie oddamy sprawę do sądu. Ale czy to coś da, czy sąd też nie "weźmie pod uwagę opinii arcybiskupa"? - zastania się Załucki.

Rasputin Putinów?

- Cerkiew pskowska jest silniejsza i bardziej tradycyjna niż w innych regionach Rosji. Silne wpływy mają tu mnisi z klasztoru w Pieczorze. A klasztory prawosławne są ultrakonserwatywne. Stale krytykują patriarchę moskiewskiego Aleksija II za "zbytnią otwartość". W Pskowie Cerkiew może sobie pozwolić na to, na co nie ośmieli się gdzie indziej. Tu zatrzyma budowę kościoła katolickiego. Zobaczy, jak na to zareaguje Kreml. Jeśli spokojnie, spróbuje to samo zrobić w innych regionach - powiedzieli mi ludzie związani z cerkwią pskowską, którzy prosili o zagwarantowanie im anonimowości.

- A jaki wpływ oni mogą mieć na prezydenta?

- Putin był tu u nas niedawno. Bez żony. A potem Ludmiła Putin sama przyleciała do nas specjalnym rejsem, żeby spotkać się ze starcem Nikołajem, który mieszka na wyspie Zalita na Jeziorze Pskowskim. On potrafi powiedzieć człowiekowi, do czego Pan chce go przeznaczyć...

- Taki Rasputin Putinów?

- Nie, to święty człowiek. On ma 92 lata i do Moskwy się nie przeniesie. Ale ponoć na Kremlu coraz większe wpływy zdobywa Tichon, spowiednik Putina. Prezydent i jego bliscy dopiero niedawno odkryli dla siebie prawosławie. A neofici bardzo serio przyjmują wszystko, co im się mówi, głęboko wierzą we wszelkie dogmaty. Wielu z nas, inteligentów rosyjskich, w ostatnich latach przeszło przez fazę takiego "uzależnienia religijnego".

Szar-baba

W Cerkwi św. Trójcy w kiosku z dewocjonaliami, gdzie kupowałem książkę "Współczesne herezje i sekty na Rusi" z wizerunkiem Jana Pawła II na okładce, starsze kobiety tłumaczyły mi, dlaczego "katolicy pchają się do Pskowa".

- Chcecie się odegrać za to, że wasz Batory nie zdobył Pskowa. Was to ciągle boli, nie możecie się pogodzić z tamtą klęską - przypomniały wydarzenia sprzed 420 lat i zapowiedziały: - Ale nic z tego. My się na to nie zgodzimy. A jeśli będzie trzeba, poślemy pod wasz kościół szar-babę (tak w Rosji popularnie nazywa się koparkę, która zamiast łyżki ma zawieszony na stalowej linie "szar", czyli ciężką kulę do rozbijania murów).

- Rosja to kraj prawosławny. Psków to miasto z gruntu prawosławne. I dyskutować o tym nie będę. Przekazuję to panu jako informację - usłyszałem od ojca Ioanna, proboszcza katedry św. Trójcy i sekretarza arcybiskupstwa w Pskowie.

- Tu nie jest potrzebna żadna wielka świątynia katolicka,a przy tym wyższa od cerkwi prawosławnych. I jej tu nie będzie. My prawosławni na to nie pozwolimy. Nikt nie ma prawa przychodzić do naszego domu i budować w nim swój własny dom wyższy od naszego. Oni przy kościele budują wielki dom parafialny. I tam ma być przytułek dla sierot. Jakich? - pytam. Katolickich nie wystarczy, bo katolików jest u nas może 200. Będą brać nasze prawosławne sieroty i wychowywać w duchu swojej wiary...

- Ojciec uważa, że lepiej jeśli dzieci są bezdomne, niż oddane pod opiekę katolików?

- Proszę mnie nie podpuszczać. Jeśli ktoś chce się zajmować naszymi sierotami, to proszę bardzo, ale pod warunkiem, że opiekę duszpasterską nad nimi zostawi nam. W sprawie budowy kościoła katolickiego trzeba przeprowadzić ogólnomiejskie referendum.

- I jaki będzie jego wynik?

- Po co o to pytać? - ojciec Ioann uśmiecha się szeroko i dodaje. - Budować kościół księża mogą tam, gdzie mieszkają - w osiedlu Kriesty na peryferiach Pskowa. A w centrum nigdy.

Wyrwali wizę

- Tu, gdzie mieszkamy, w Kriestach urządziliśmy małą kaplicę w garażu. I co, mamy w niej zostać na zawsze? To nieprawda, że w Pskowie jest tylko 200 katolików. Tylu dziś przychodzi na nabożeństwa w garażu. Uważam, że tak naprawdę w Pskowie jest około 2 tys. katolików - mówi wikary Władimir Timoszenko. - Ten kościół, na którego budowę wydaliśmy już około 400 tys. dolarów, jest tu potrzebny.

- Zanim zaczęliśmy budowę, pytaliśmy mieszkańców Pskowa, czy się godzą. Dziś każą nam to powtarzać. A teraz Cerkiew ostro występuje przeciw katolikom i uzyskać zgodę społeczności na kościół nie będzie łatwo. Przyjaciele przestrzegają nas, że w Pskowie będą nowe akcje i demonstracje. Co jeszcze wymyślą przeciw nam? - martwi się wikary.

A "wymyślić", jak się okazuje, umieją. Na początku kwietnia do rodzinnego Mediolanu z moskiewskiego lotniska Szeremietiewo odlatywał na krótki urlop ksiądz Stefano Caprio, proboszcz parafii w Iwanowie i Władimirze. Dopiero w domu zorientował się, że rosyjscy pogranicznicy wyrwali mu z paszportu stronicę z wizą. Kiedy poprosił konsulat rosyjski w Mediolanie o nową, dowiedział się, że jej nie otrzyma, a konsul dodał, że nie ma obowiązku wyjaśniania przyczyn odmowy. Teraz 500 katolików z Iwanowa i Władimira będzie czekać na swego proboszcza co najmniej rok.