Teoria spisku cd... Do "Naszego Dziennika" dołączyły "Wiadomości" TVP

"Nasz Dziennik" nie porzucił - dementowanej przez cały piątek - swojej tezy o strzałach BOR-owców na lotnisku pod Smoleńskiem. Informację podchwyciły wieczorne "Wiadomości" w TVP1, które uczyniły z niej newsa dnia.
Po mało wiarygodnym tekście w piątek, w sobotę "Nasz Dziennik" ogłosił sukces. "Pięć tygodni po katastrofie prezydenckiego TU-154M, przyparty do muru szef MSWiA Jerzy Miller przyznaje po publikacji "ND", że polscy oficerowie BOR byli "jednymi z pierwszych", którzy dotarli do miejsca upadku maszyny na lotnisku Siewiernyj. Jakie jeszcze informacje ukrywa przed opinią publiczną rząd?" - pyta "Nasz Dziennik".

Użycie broni w piątek

Przypomnijmy, w piątkowym wydaniu "Nasz Dziennik" opublikował sensacyjną opowieść "uczestnika zajścia" na lotnisku pod Smoleńskiem. Według niego, funkcjonariusze BOR utworzyli kordon wokół ciała prezydenta" (funkcjonariuszy było dwóch, trudno wyobrazić sobie jak tworzą kordon - red.), odnalezionego dzięki "chipowi". "Nasz Dziennik" wczoraj pisał też o krążącym w internecie filmiku nakręconym zaraz po katastrofie, na którym słynne już 'odgłosy strzałów' rzekomo "dokumentują użycie broni palnej sygnalizujące, że ochrona nie zamierza wydać ciała prezydenta rosyjskim funkcjonariuszom".

"BOR-owcy nie strzelali!"

Informacje "Naszego Dziennika" od rana były dementowane. - Jedyne co jest prawdą, to że rzeczywiście ci oficerowie byli na lotnisku w Smoleńsku. (...) Nie strzelali, nikogo nie powstrzymywali przed jakimkolwiek działaniem wrogim wobec pasażerów Tu-154 - mówił w TOK FM szef MSWiA Jerzy Miller, stojący na czele polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy.

- Dementuję informacje o użyciu broni (...). Jednoznacznie stwierdzam, nie miało to miejsca. Chciałbym też zdementować informację o nieporozumieniach między funkcjonariuszami BOR a stroną rosyjską. Funkcjonariusze pracowali tam do późnych godzin nocnych, do wywiezienia ostatniego ciała. Współpraca ze stroną rosyjską była bardzo dobra, z obustronnym zrozumieniem - mówił wczoraj szef BOR

Użycie broni w sobotę

"Nasz Dziennik" twierdzi jednak, że nie oznacza to iż BOR-owcy nie oddali strzałów ostrzegawczych. . Jednak - jak pisze dziś dziennik - rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków i sposobu postępowania przy użyciu broni palnej określa oddanie strzałów ostrzegawczych jako czynność "przed użyciem broni". Do tego samego wniosku doszedł reporter "Wiadomości" TVP. - Czy możliwe jest, że BOR-owcy nie użyli broni, a jedynie oddali strzały ostrzegawcze? Nie mogliśmy się tego dowiedzieć - opowiadał widzom reporter "Wiadomości" Marek Pyza.

BOR: Nie stosowaliśmy żadnych kruczków prawnych

Nam się udało. Zadzwoniliśmy do rzecznika Biura Ochrony Rządu. - Generał (Szef BOR gen. Marian Janicki) jasno to powiedział. Nie stosowaliśmy żadnych kruczków prawnych. Broń nie była użyta - mówi nam mjr Dariusz Aleksandrowicz.



Więcej o: