Zmarł Maciej Kozłowski, znany aktor teatralny i filmowy

Wiadomości >  Archiwum
awe, rik
11.05.2010 11:19
A A A Drukuj
Maciej Kozłowski podczas Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach w roku 2005

Maciej Kozłowski podczas Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach w roku 2005 (Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta)

Zmarł Maciej Kozłowski, popularny aktor telewizyjny, teatralny i filmowy. Aktor od lat zmagał się z ciężką chorobą. Grał m.in. w "Krollu", "Psach" oraz "Ogniem i mieczem". Miał 52 lata. Wiadomość o jego śmierci potwierdziła dyrekcja Teatru Narodowego.
Maciej Kozłowski był aktorem teatralnym, filmowym i telewizyjnym. W 1984 roku ukończył studia na Wydziale Aktorskim PWSFTviT w Łodzi. Kozłowski zagrał w kilkudziesięciu filmach, serialach i spektaklach teatralnych. W pamięci widzów pozostaną jego role w m.in. "Psach", "Killerze" czy "Ogniem i mieczem".



Z wielkim uznaniem przyjęto jego jedną z ostatnich ról w filmie "Generał Nil", gdzie wcielił się w postać złamanego w śledztwie UB towarzysza broni generała. Występ Kozłowskiego w "Generale Nilu" krytycy uznali za jego życiową rolę. - Maciek był bardzo ciepłym, bardzo prawym człowiekiem. Będzie go brakowało - w rozmowie z TOK FM wspomina Bogusław Linda. Jego zdaniem takich aktorów, jak Maciej Kozłowski jest coraz mniej. - Był zawodowcem, ale pełnym pokory. Swoją pracę starał się wykonywać jak najlepiej - mówi Linda.

Maciej Kozłowski w popularnym serialu "M jak miłość" grał postać Jaroszego - bezwzględnego biznesmena, który pomimo swojego cynizmu finansuje leczenie chorych dzieci. Zagrał także w serialach "Samo życie" i "13 posterunek".

Walczył ze śmiertelną chorobą

Aktor od lat chorował na zapalenie wątroby typu C. Angażował się w działalność organizacji wspierających walkę z rakiem. Brał udział w marszach Narodowej Koalicji do Walki z Rakiem.

Jego walkę z chorobą wspierał przyjaciel Zbigniew Hołdys. Tak muzyk pisał o Kozłowskim na swoim blogu: "Spotkałem go na premierze filmu Bogusia Lindy "Okna szeroko otwarte" (rak tam gra jedną z ról, skurw...). Ledwo stał na nogach. Żółty jak ementaler. Opowiadał o chemii, którą właśnie przeszedł i która była koszmarem. Zapowiadał, że nigdy więcej się temu nie podda. Dwa słowa i ciężki oddech, dwa słowa i pięć sekund przerwy".

- Żyje się dla kilku spotkań i paru wzruszeń. Ważne, by ich nie przegapić - mówił Kozłowski w rozmowie z "Galą" tuż przed swoimi 50 urodzinami. - Wszystko zależy, jak się do tego momentu żyło. Nie pochylam się nad tym faktem. Mam to w nosie. W wieku, w którym jestem trzeba mieć świadomość tego, co się umie i czego się nie potrafi. Trzeba żyć świadomie - tłumaczył.

Jako aktor Kozłowski był często obsadzany w rolach negatywnych bohaterów. W "Gali" przyznał, że to "sfera ułomnej wyobraźni reżyserów". - Płacą mi za to, więc gram, jak potrafię najlepiej. Jestem uczciwy w tym co robię - mówił. - Jestem najemnikiem. I zgadzam się lub nie pójść na wojnę, jaką jest wspólna praca nad jakimś projektem. Reżyser jest dowódcą - dodał. Aktorstwo dla Kozłowskiego polegało na przyjemności ze spotkań z ludźmi. - Najistotniejsze, jeśli chodzi o reżyserów, to spotkanie z Hoffmanem, Spielbergiem, Pasikowskim, Dejczerem - przyznał.

Wierzył w moc teatru

Maciej Kozłowski wyrażał się często krytycznie o rodzimym showbiznesie i o promujących go mediach. Zbigniew Hołdys na swoim blogu cytuje rozmowy, jakie na ten temat prowadził z aktorem. - Bezguścia kreują beztalencia - twierdził Kozłowski. Tak mówił o roli teatru: "Potrzeba mocnego dramatu. Ludzie muszą poskręcać kiszki. Trzeba ich rozśmieszyć, zwieść a potem powalić na ziemię. Muszą długo dochodzić do siebie. W przeciwnym razie niech oglądają telewizję jak leci. Tam, jest płasko i równo".

Tagi:

  • 1
  • 1
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX