- Grupa archeologów z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie przedstawiła projekt prospekcji terenowej na terenie katastrofy - powiedział Boni na briefingu.
W jego opinii, to jest "dobre rozwiązanie". - Profesjonalnie, fachowo, z użyciem odpowiednich narzędzi można cały teren przebadać, szukając wszystkich pozostałości- argumentował.
Grupa - jak zaznaczył - ma liczyć pięć do siedmiu osób i wyjedzie do Rosji w przyszłym tygodniu. Zastrzegł, że rozpoczęcie prac będzie zależało od zgody strony rosyjskiej.
"Nic o tym nie wiemy" Jak podała
TVN24, o planach rządu ws. wysłania do Smoleńska ekipy archeologów nic nie wie rzeczniczka UMCS, Katarzyna Mieczkowska-Czerniak.
- Nic o tym nie wiemy - mówi i dodaje, że próbowała je potwierdzić u archeologów z uniwersytetu.
- Nasz instytut jest niewielki, to grupa raptem około 20 naukowców. Pytałam jego szefa, prof. Andrzeja Kokowskiego, który jest najlepiej zorientowany w sprawach instytutu. Profesor nic nie wie o wyjeździe. To jest to po prostu niemożliwe - zaznacza rzeczniczka.
W tej sprawie nie udało się też jej skontaktować z ministrem Bonim, ani z nikim z biura ministra.
Osobiste przedmioty walały się w błocie Dziś pojawiły się doniesienia, że teren na którym doszło do katastrofy nie jest odpowiednio zabezpieczony, a osoby postronne zbierają przedmioty należące do ofiar. Władze obwodu smoleńskiego zapewniły, że na terenie katastrofy prezydenckiego samolotu pojawią się dodatkowe patrole
policyjne. Jeszcze kilkanaście godzin temu teren przylegający do lotniska "Siewiernyj" był zupełnie nieogrodzony i niepilnowany. Przedsiębiorca z Głowna Albert Waśkiewicz, który był na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu, opowiadał, że na miejscu zastał Rosjan przeszukujących teren. Można tam było znaleźć osobiste rzeczy należące do ofiar, strzępy ubrań i części rozbitego samolotu. Przedsiębiorca niektóre z przedmiotów znajdujących się na miejscu wypadku przywiózł do Polski, aby potwierdzić swoje słowa. Po tych informacjach nasza ambasada interweniowała u władz obwodu smoleńskiego. Polscy dyplomaci wysłali pismo w tej sprawie do lokalnych rosyjskich władz.
Minister sprawiedliwości Krzyszfof Kwiatkowski uważa, że znajdowanie kolejnych rzeczy ofiar na miejscu katastrofy ma związek z osuszaniem się terenu pod Smoleńskiem. Wyjaśniał, że 10 kwietnia w dniu katastrofy teren był bardzo podmokły i bagnisty, obecnie został znacznie osuszony.