Ustawa, oprotestowana przez środowiska muzułmańskie oraz niektórych obrońców praw człowieka, przewiduje kary grzywny, a nawet więzienia za noszenie burki (zasłaniającej całą twarz, z zakratowanym miejscem na oczy) oraz nikabu (chusty pozostawiającej jedynie szczelinę na oczy).
Przyjęty projekt nie wspomina wprost o zakazanych rodzajach zasłon noszonych przez muzułmanki. Stanowi on, że każda osoba, która pokazuje się w miejscu publicznym "z twarzą zakrytą w całości albo w części w ten sposób, że niemożliwa jest identyfikacja", podlega karze grzywny od 15 do 25 euro albo karze pozbawienia wolności do siedmiu dni. Przepis ma nie obowiązywać w uzasadnionych przypadkach, czyli np. wtedy, kiedy twarz zasłonięta jest ze względów bezpieczeństwa (np. kaski motocyklowe). A także podczas karnawałowych parad.
Na początku kwietnia projekt ustawy jednogłośnie poparła Komisja spraw wewnętrznych belgijskiego parlamentu, co było zapowiedzią, że ustawa przejdzie. Pod kompromisowym projektem podpisały się wszystkie główne partie polityczne. - To bardzo silny sygnał wysłany w kierunku islamistów - mówił wtedy liberalny deputowany Denis Ducarme, wyrażając dumę, że Belgia będzie świecić przykładem dla innych krajów europejskich.
W obronie godności muzułmańskich kobiet Deputowani kierowali się dwoma argumentami: zagwarantowania policji możliwości identyfikacji osób ze względu na porządek publiczny oraz konieczności ochrony godności muzułmańskich kobiet i poszanowania podstawowych zasad demokratycznych w belgijskim społeczeństwie.
Ustawę przyjęto bez głosów sprzeciwu, przy dwóch wstrzymujących się. Głosowaniu nie przeszkodził kryzys polityczny (rząd podał się do dymisji i w czerwcu spodziewane są przedterminowe wybory) na tle sporu między frankofonami a Flamandami.
- Za granicą mamy wizerunek kraju coraz bardziej niezrozumiałego, ale przynajmniej taka jednomyślność w sprawie burki i nikabu może być powodem do dumy z bycia Belgiem - powiedział orędownik ustawy, liberalny deputowany Denis Ducarme. Cieszył się, że Belgia będzie świecić przykładem dla innych krajów europejskich. - Mam nadzieję, że w ślad za nami pójdzie
Francja (rząd ma przyjąć analogiczny projekt w maju), Szwecja,
Włochy,
Holandia - kraje, które się nad tym zastanawiają - dodał.
Z powodu napiętej sytuacji politycznej może minąć wiele czasu, zanim o ustawie będzie mógł się wypowiedzieć
Senat. Zieloni, choć także poparli ustawę, wyrażają wątpliwości co do jego zgodności z belgijską konstytucją i obawiają się ewentualnego pociągnięcia Belgii do odpowiedzialności przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Dlatego chcą wykorzystać etap prac senackich, by - dla pewności - skonsultować się z belgijską Radą Stanu.
Chusta tylko w domu Zakaz ma obowiązywać wszędzie poza domami prywatnymi: na ulicy, w szkołach i urzędach, środkach transportu, w parkach i obiektach sportowych, a także w hotelach, gdzie zatrzymują się z rodzinami arabscy szejkowie (niektórzy z nich wynajmują w Brukseli na wiele tygodni całe piętra). Na wniosek chadecji projekt zakłada, że jeśli wymiar sprawiedliwości nie będzie ścigał osób łamiących zakaz, władze gmin będą miały możliwość nakładania grzywien w trybie administracyjnym.
O ile wywodząca się z Afganistanu burka jest wciąż rzadkością, na belgijskich ulicach widuje się kobiety zasłonięte nikabem. Ich zakaz w liberalnej, przywiązanej do wartości demokratycznych, praw człowieka i neutralności światopoglądowej Belgii jest od dawna przedmiotem politycznego konsensusu. Toczy się jednak szersza debata o swobodzie noszenia symboli religijnych w miejscach publicznych, w tym noszonych często przez muzułmanki chustach zasłaniających włosy, ale w pełni odkrywających twarz.
Liczbę muzułmanów żyjących w Belgii szacuje się na ponad 400 tys., nie ma natomiast danych liczbowych, ile muzułmańskich kobiet nosi chustę, nikab albo burkę.