Film "Solidarni 2010" został wyemitowany w poniedziałek w najlepszym czasie antenowym w
TVP 1. W filmie bez słowa komentarza cytowano przechodniów atakujących rząd, Rosjan i "Gazetę Wyborczą". - Nie powinniśmy wierzyć Rosjanom na słowo - mówi jeden z występujących przed kamerą. - To był zamach! - wtóruje mu inny.
Korespondent rosyjskiej gazety "Wriemia Nowosti" cytuje w swoim tekście kontrowersyjne wypowiedzi z filmu "Solidarni 2010". Ale podkreśla, że program "wywołał oburzenie i protesty większości Polaków". Wśród nich jest Daniel Olbrychski, z którym rozmawiał dziennikarz. Aktor nie krył emocji. Mówił, że to "niezwykle wstrętna rzecz".
W artykule rosyjskiej gazety opisując film użyto określeń: skrajnie prawicowy, nacjonalistyczny. Autor tekstu zwrócił uwagę, że program pokazano tego samego dnia, kiedy brat tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego - Jarosław - poinformował o swoim starcie w wyborach prezydenckich. Dziennikarze rosyjscy podkreślają, że to "polski paradoks, że partia opozycyjna (
PiS) ma w rękach telewizję publiczną".
Według "WN" choć w filmie przedstawiono opinie ludzi, którzy zebrali się na Krakowskim Przedmieściu, to nie oddają one poglądów większości z tych Polaków, którzy oddawali hołd ofiarom katastrofy. Przypomniano że wśród tych, którzy zginęli 10 kwietnia była nie tylko para prezydencka i ludzie związani z PiS. Ale także "wspaniali ludzie z lewicy". - Ten obrzydliwy dla naszych obu narodów film rozpoczął prezydencką kampanię Jarosława Kaczyńskiego - zauważa korespondent "Wriemia Nowosti".
O wzroście nastrojów rusofobicznych wśród części polskiego społeczeństwa pisze też gazeta "Nowyje Izwiestia". Dziennik poświęca przy tym bardzo dużo uwagi tzw. incydentowi gruzińskiemu i sugeruje, że również tym razem to prezydent Kaczyński mógł zmusić pilota do lądowania.