W reportażu "Solidarni 2010", który wywołał wiele kontrowersji, przedstawiono wypowiedzi osób zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie samolotu prezydenta. Osoby te bezpardonowo atakowały media i polityków - m.in. Platformy Obywatelską. Sugerowały np., że
wypadek samolotu prezydenta w Smoleńsku to był zamach i "premier Tusk ma krew na rękach".
"Solidarni 2010" został przygotowany przez Ewę Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego - prawicowego publicystę, który ma własny program w
TVP - i wyemitowany w poniedziałek w "Jedynce".
Dokument miał przedstawiać opinię zwykłych ludzi, ale okazało się, że jednym z najczęściej wypowiadających się w reportażu jest aktor - Mariusz Bulski. W filmie mówił: "Człowiek z krwią na rękach (Władimir
Putin - red.) przytula mojego premiera, ale nigdy by nie przytulił mojego prezydenta".
Bulski jest młodym aktorem, który grał m.in. w "Klanie", "Plebani" czy "M jak Miłość". W rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Bulski zapewnia, że jego występ miał charakter prywatny. Nie chciał jednak powiedzieć, czy powiedział realizatorom, że jest aktorem i czy wziął za udział w reportażu jakieś pieniądze. W dokumencie pokazana została również Katarzyna Łaniewska, znana m.in. z serialu "Plebania".
Pospieszalski twierdzi, że o tym, że Bulski jest aktorem, dowiedział się już po montażu filmu. Dodaje, że jakby wiedział wcześniej, to i tak by go nagrał. - Każdy ma prawo do wypowiadania własnych opinii przed kamerą - mówi.
"To przypadek" Beata Kempa z PiS uważa, że to przypadek, że w reportażu pojawili się aktorzy. - Nie sadzę, żeby ktoś odgrywał rolę. To jest jakaś bzdura - mówi.
- Jeżeli doszło do manipulacji, to wtedy dyskredytowałoby całkowicie wartość tego filmu - uważa
Jarosław Gowin z PO.