"Solidarni 2010" - film propagandowy, czy głos ludzi, którzy nie mieli głosu?

27.04.2010 17:45
Fragment programu

Fragment programu "Solidarni 2010" (Fot. TVP1)

Czy wyemitowany przez TVP 1 film Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz "Solidarni 2010" to materiał propagandowy czy próba oddania nastroju, jaki po tragedii w Smoleńsku panował wśród tłumu przed Pałacem Prezydenckim? O tym w radiu TOK FM dyskutowali medioznawca Wiesław Godzic i dziennikarz "Rzeczpospolitej" Cezary Gmyz.
Film "Solidarni 2010" pojawił się wczoraj na antenie TVP 1 w porze najlepszej oglądalności, tuż po głównym wydaniu "Wiadomości". Kilka godzin wcześniej Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło, że kandydatem partii w wyborach prezydenckich będzie jej prezes Jarosław Kaczyński. Czy kolejność tych wydarzeń to tylko przypadkowy zbieg okoliczności? Takie pytanie padło w dyskusji pomiędzy dziennikarzem "Rzeczpospolitej" Cezarym Gmyzem a medioznawcą Wiesławem Godzicem.

"Solidarni 2010": Przeciw Rosjanom, Platformie i "GW" czyli kontrowersyjna produkcja Jana Pospieszalskiego

Szeptana promocja?

Dziennikarz "Rz" zdradził nieco kulisów przygotowania materiału. Według niego film wywołał duże dyskusje w kierownictwie telewizji. Pierwotnie miał być zmontowany tylko z materiałów nakręconych na Krakowskim Przedmieściu. Jego emisję planowano już z zeszłym tygodniu. Później dokręcono zdjęcia z Krakowa i zmieniono tytuł. Gmyz przekonywał, że wczorajsza premiera dokumentu nie miała nic wspólnego z kampanią wyborczą.

- Film w żaden sposób nie został nagłośniony ani reklamowany przez TVP. Na stronie internetowej TVP wisiała informacja o emisji tego filmu, ale po kliknięciu pojawiała się informacja o spektaklu Teatru Telewizji. Twórcy filmu do ostatniej chwili nie byli przekonani, czy ten film będzie wyemitowany czy nie - mówił.

- Zgadzam się z odczuciami, że emisja tego filmu nie przypadkowo zbiegła się z ogłoszeniem kandydatury Jarosława Kaczyńskiego - twierdzi Wiesław Godzic. Medioznawca przypomina, że film wyemitowano w bardzo dobrej porze, tuż po głównym wydaniu "Wiadomości". Przekonuje, że mimo braku oficjalnych zapowiedzi o filmie i tak było głośno. - Informacja o emisji tego filmu krążyła. Ja sam dostałem takiego maila zachęcającego do obejrzenia - przekonuje.

"Nakręcenie innego filmu byłoby bardzo ciężkie"

Głównym zarzutem pod adresem produkcji firmowanej przez Jana Pospieszalskiego jest jej jednostronność. W materiałach nakręconych pod Pałacem Prezydenckim występują osoby, które winnych tragedii upatrują wśród Rosjan, członków rządu, czy dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Autorzy filmu nie polemizują z kontrowersyjnymi wypowiedziami. Pomijają też głosy ludzi, którzy wyrażali inne zdanie. Uczestnikom żałoby pod Pałacem pozwalają snuć najbardziej kontrowersyjne teorie spiskowe. Cezary Gmyz broni autorów filmu. Jego zdaniem takie opinie są uprawnione, ponieważ minęły dwa tygodnie od katastrofy, o której okolicznościach nadal bardzo mało wiemy.

Przypomina, że informacje podawane wcześniej przez Rosjan okazały się "informacjami kłamliwymi". Jego zdaniem opowieści o czterech podejściach do lądowania czy nieznajomości języka rosyjskiego wśród pilotów to naturalna pożywka dla teorii spiskowych. - Zadałbym pytanie, czy jakakolwiek ekipa, która była wtedy na Krakowskim Przedmieściu byłaby w stanie nakręcić inny film? - stwierdził. - Nakręcenie innego filmu byłoby bardzo ciężkie. Są takie sytuacje, w których racja na krótki moment jest po jednej stronie - dodał.

Propaganda czy głos mas?

Według Wiesława Godzica kontrowersji nie wzbudza fakt, że na Krakowskim Przedmieściu pojawiły się osoby, które myślą w ten sposób. - Problem polega na tym, że pokazano taki film, w którym występują wyłącznie ludzie, którzy tak myślą. To była suma monologów. Tam nie było próby zdialogizowania tej dyskusji - przekonywał. Zaznaczył, że większość rozmówców nie poruszała tematu żałoby. W rozmowach z tłumem padały pytania, jaka jest Polska, jakie są media. Padały też bardzo poważne oskarżenia i one pozostawały bez wyjaśnienia. To, zdaniem medioznawcy przypomina działalność propagandową.

- Ten film wywołuje wściekłość ponieważ oddano w nim głos ludziom, którzy byli do tej pory milczącą masą, którzy nie mieli swojej reprezentacji - odpowiedział Gmyz. Dzięki temu filmowi okazało się bowiem, że "wyborcami Lecha Kaczyńskiego nie są tylko mohery, a ludzie, którzy w pewnych przypadkach wykazują się jednomyślnością". - Państwo nie przyjmują do wiadomości, że istnieją inne poglądy niż państwa. Film miał służyć reporterskiemu zapisowi tego, co się na Krakowskim Przedmieściu działo i pokazywał on dość wiernie nastrój, który tam panował - odpowiedział pod adresem krytyków.

- To służy budowaniu muru, to wyraźnie judzi społeczeństwo. Nie służy to poznaniu prawdy. Służy to jedynie elementom ksenofobicznym - odpowiedział Godzic.

Cimoszewicz: Sugestie, plotki, insynuacje

- To po prostu niemoralne i nieprzyzwoite, by w obliczu tak tragicznego wydarzenia, które przeżywali wszyscy tak głęboko, w tej chwili tak się zachowywać. Siać nienawiść, wzbudzać bardzo złe emocje - mówił Włodzimierz Cimoszewicz w "Kropce nad i" na pytanie Moniki Olejnik o "dwugodzinny seans nienawiści w telewizji publicznej". - To niemądre i nieodpowiedzialne. Sugestie, plotki, insynuacje, że doszło do zamachu... No kto dokonał tego zamachu? Rosja? To bardzo ciężkie oskarżenie. I to pada w telewizji publicznej. Ten materiał zrobiono w taki sposób, że to teoretycznie powiedzieli to ludzie zapytani na ulicy, bo każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Ale to autorzy programu są odpowiedzialni, kogo decydują się pokazać. Jakie tezy decydują się zaprezentować. Jeśli nie ma żadnych istotnych, oczywistych przesłanek dla formułowania takich hipotez, nawet ryzykowanych, to nie powinni tego robić. Cimoszewicza nie dziwi brak reakcji KRRiT na program Pospieszalskiego : - Media publiczne są w ostatnim czasie bardzo wyraźnie sterowane politycznie.

Zobacz także
  • Beata Kempa w TOK FM Kempa o filmie Pospieszalskiego: "Nie możemy Polakom odmówić prawa do pytania"
  • Żałoba według Pospieszalskiego
  • "Warto rozmawiać": Globalny spisek w sprawie Smoleńska?
Skomentuj:
"Solidarni 2010" - film propagandowy, czy głos ludzi, którzy nie mieli głosu?
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje