"Zmęczona" delegacja od Komorowskiego? "Byliśmy tam prywatnie"

22.04.2010 18:15
Wieniec marszałka nad grobem Anny Walentynowicz

Wieniec marszałka nad grobem Anny Walentynowicz (Fot. JAN DEMPC/portalpomorza.pl)

"Dziennik Pomorza" opisał na swojej stronie internetowej "skandaliczne zachowanie" delegacji marszałka Komorowskiego, która przywiozła wieniec na grób pochowanej w środę Anny Walentynowicz. Według gazety delegacja spóźniła się 2,5 godziny, a od jej członków czuć było alkohol.
- Nie byliśmy delegacją, byliśmy tam prywatnie, po pracy. Marszałek nie mógł przybyć na pogrzeb, bo zatrzymały go inne obowiązki. My wcześniej byliśmy na obiedzie w rezydencji biskupiej, gdzie mój kolega wypił lampkę wina - tłumaczy portalowi Gazeta.pl doradca marszałka Komorowskiego Jerzy Smoliński.

Anna Walentynowicz spoczęła na gdańskim Cmentarzu Srebrzysko w środę po godz. 15.00. Dwie i pół godziny po uroczystości, na miejscu pojawiło się dwóch mężczyzn. Złożyli na właśnie zasypywanym grobie wieniec z napisem "Bronisław Komorowski - Marszałek Sejmu". Portalpomorza.pl pisze, że "wieniec nieśli chwiejnym krokiem" Czytaj tutaj.

Reporter "Dziennika Pomorza rozmawiał krótko z jednym z mężczyzn, który "nie ujawnił, dlaczego dopiero 2,5 godziny po ceremonii żałobnej, bez świadków, bez rodziny, przyjaciół Anny Walentynowicz podkładają wieniec od marszałka Komorowskiego". W artykule padają słowa, że jeden z Panów był wyraźnie "zmęczony". W rozmowie z portalem Gazeta.pl Wojciech Szramowski prezes wydającego "Dziennik Pomorski" wydawnictwa, mówi że reporter gazety poczuł od niego alkohol.

Doradca Komorowskiego: To nie była oficjalna delegacja

- Nie byliśmy delegacją - tłumaczy portalowi Gazeta.pl Jerzy Smoliński, doradca marszałka Sejmu, jeden z mężczyzn, którzy przynieśli wieniec od marszałka. - Bronisław Komorowski miał złożyć wieniec osobiście, jednak po uroczystościach w Kołobrzegu i w Gdańsku zatrzymały go inne obowiązki. My, po pogrzebie Macieja Płażyńskiego, udaliśmy się na obiad do rezydencji biskupów, gdzie zaprosił nas metropolita gdański biskup Sławoj Leszek Głódź - mówi. Smoliński.

Doradca marszałka mówi też, że w czasie obiadu na stole było wino, a jego kolega mógł wypić lampkę. -Byliśmy już po pracy i mieliśmy wracać do domu - stwierdza. Obaj byli już w drodze na lotnisko, gdy dostali telefon od marszałka Komorowskiego, by złożyć wieniec. Wróciliśmy - mówi Smoliński - z poczucia obowiązku i szacunku. - Czy byłem zmęczony? Tak, byłem na nogach od czwartej rano - dodaje.

Zobacz także
  • Wieniec marszałka nad grobem Anny Walentynowicz Rzecznik Komorowskiego stracił pracę. Za "incydent z wieńcem"
Skomentuj:
"Zmęczona" delegacja od Komorowskiego? "Byliśmy tam prywatnie"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje