W opinii komentatorów ofiarność i poświęcenie buddyjskich mnichów - to wyzwanie dla Pekinu. Klasztory buddyjskie w Chinach w pełni kontrolowane są przez komunistyczne władze. Pozostają one jednak nieufne wobec mnichów, którzy w wielu przypadkach potajemnie wspierają duchowego przywódcę Tybetańczyków - XIV Dalajlamę.
Według nieoficjalnych informacji, klasztory buddyjskie w Qinghai, a także sąsiednich prowincjach otrzymały w tym tygodniu ustne polecenie wezwania do powrotu wszystkich mnichów pracujących obecnie na terenach dotkniętych przez kataklizm.
Mnisi, prócz udziału w akcji ratowniczej, organizowali m.in. pochówki ofiar trzęsienia i kremacje, co ze względu na ilość ofiar mogło zapobiec epidemii. Niestety, chińskie gazety nie zająknęły się o ofiarności mnichów ani słowem.
W ubiegłą środę w prowincji Qinghai na północnym-zachodzie Chin ziemia zatrzęsła się z siłą 7,1 stopnia w skali Richtera. Zginęło ponad 2 tys. osób, a około 12 tys. zostało rannych.
CZYTAJ WIĘCEJ W związku z kataklizmem środa była w Chinach dniem żałoby narodowej.