Ci, którzy krytykowali też mają prawo płakać

Zaczęło się szukanie tych, którzy nie mają prawa płakać po sobotniej katastrofie. Według Pawła Lisickiego, naczelnego "Rzeczpospolitej", jednym z powodów "wybuchu żalu i smutku" jest "nie do końca czyste sumienie". - Czy naprawdę chcemy nad trumną prezydenta RP podzielić Polaków, na tych złych i dobrych? - pyta wzburzony Grzegorz Chlasta z TOK FM.
Dla Pawła Lisickiego jednym, z powodów "wybuchu żalu i smutku" jest "nie do końca czyste sumienie".

"Czy to możliwe, by ten człowiek, którego śmierć wspomina się z takim oddaniem i bólem, był tym samym niemal groteskowym przywódcą? Tak, myślę, że tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu" - pisze redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".

- Demokracja polega na tym, że można krytykować polityków. Że wolno nawet ostro ich krytykować i politycy muszą być na to uodpornieni. Co nie znaczy, że nie mam swego prezydenta szanować. Mimo, że ktoś krytykuje prezydenta może go szanować i może być zrozpaczony po jego śmiercią - komentowała w Poranku Radia TOK FM Ewa Milewicz z "Gazety Wyborczej".



"Gdzie my jesteśmy?"

Podejmowane przez dziennikarzy próby dzielenia Polaków oburzają Grzegorza Chlastę z Radia TOK FM. - Mówiąc szczerze jestem trochę zażenowany sytuacją, kiedy Ewa Milewicz ma się tłumaczyć, że ma łzy w oczach bo zginął prezydent - mówił. I pytał. - Musimy się zastanowić, czy naprawdę chcemy nad trumną prezydenta RP podzielić Polaków, na tych złych i dobrych? Gdzie my jesteśmy? - pytał dziennikarz.



- Jeśli mam sąsiada z którym się spieram i dyskutuję, to kiedy umiera zakładam garnitur - idę na pogrzeb. I pytam rodzinę, w czym mogę pomóc. To jest oczywiste - dodał Chlasta apelując o powściągliwość.



Więcej o: