Fot. REUTERS/KACPER PEMPELCórka pary prezydenckiej i Jarosław Kaczyński podczas uroczystości na Okęciu
O 8.20 Lech Kaczyński zadzwonił z pokładu samolotu do swojego brata, Jarosława. Mówił, że wszystko idzie zgodnie z planem, że za kilkanaście minut lądowanie - mówił w RMF FM Adam Bielan, który wczoraj był w Smoleńsku razem z Jarosławem Kaczyńskim. Do katastrofy doszło nieco ponad pół godziny po rozmowie, o godzinie 8:56.
- Rozkleiłem się, jak prezes powiedział, że o 8:20 rano dostał telefon od prezydenta, z telefonu satelitarnego, z pokładu - mówił Adam Bielan. Prezydent miał powiedzieć bratu, że wszystko idzie zgodnie z planem, że za kilkanaście minut samolot ma lądować.
Jak poinformował Bielan, matka braci Kaczyńskich jeszcze wczoraj nie wiedziała o śmierci syna. Jadwiga Kaczyńska jest w szpitalu, jej stan jest ciężki. Ze względu na to nie powiedziano jej jeszcze o tragedii.
"Coś przerażającego"
Adam Bielan w sobotę był razem z Jarosławem Kaczyńskim w Smoleńsku. Widział miejsce katastrofy. - Coś przerażającego. To było szokujące. Widać było części garderoby, ślady krwi. Widziałem zwisający z kadłuba żakiet naszej koleżanki klubowej - wspomina.
Wczoraj Jarosław Kaczyński zidentyfikował ciało prezydenta. - Widziałem to z odległości kilku metrów. Prezes był bezpośrednio przy panu prezydencie. To był szokujący widok. Nie będę go opisywał. Leżały trzy ciała: pana prezydenta Kaczyńskiego, pana prezydenta Kaczorowskiego i wicemarszałka Senatu Krzysia Putry. Jak zobaczyliśmy ciała naszych kolegów... Jeszcze niedawno z nimi rozmawialiśmy. Z Krzysiem Putrą widziałem się w gabinecie w czwartek - opowiadał Bielan w RMF FM.