W księdze kondolencyjnej wystawionej w Dworze Artusa w Gdańsku Lech Wałęsa wpisał tylko imię i nazwisko. - Nic nie wpisałem dlatego, że ten potok słów ze wszystkich stron... Trzeba trochę się wyciszyć, zastanowić jak do tego doszło, gdzie popełniliśmy błędy - wyjaśnił były prezydent.
Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta
Lech Wałęsa przyznał, że wypadek prezydenckiego samolotu jest dla niego podwójną tragedią osobistą. - Dlatego, że - jak pamiętacie - z paroma z tych ludzi miałem otwarte problemy do rozwiązania. I dzisiaj ja im wybaczam i nie mam pretensji, ale mnie już nie wybaczą - powiedział. - Teraz muszę Pana Boga prosić o wybaczenie, bo też przecież parę błędów na pewno popełniłem i coś tam na sumieniu też jest - mówił. Przypomniał, że nie rozmawiał z Lechem Kaczyńskim jako prezydentem, czyli od co najmniej pięciu lat.
Wśród osób z którymi były prezydent miał konflikt była także była opozycjonistka Anna Walentynowicz. - Były czasy, że była to niezastąpiona, świetna kobieta w walce, ale przyszła demokracja, walka o władzę i w tej walce o władzę poszliśmy za daleko i wycofanie było już niemożliwe - stwierdził Wałęsa ze smutkiem.
Wspominając prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział: - W czasach walki z komunizmem świetnie uzupełnialiśmy się, natomiast potem demokracja nas poróżniła, metody walki też. I myślałem, że przyjdzie czas, że wyjaśnimy sobie i będziemy znów dobrymi przyjaciółmi. Nie zdążyliśmy.