- Przeklęte miejsce. Nie zapomnę swojej wizyty tam. W lesie jest straszliwa cisza, nie ma ptaków, nie ma w ogóle życia. Nie sądziłem, że ta cisza będzie podwojona przez tą drugą katastrofę, przez ten Katyń nr 2 - mówił w TOK FM Aleksander Kwaśniewski.
- Będziemy jeździć tam, by oddawać hołd tym, którzy zostali zamordowani w 1940 roku i tym, którzy zginęli w katastrofie w 2010 roku. Nie ma takiego drugiego miejsca w polskiej historii - mówi były prezydent.
"Nie mogliśmy się przygotować"
- Nie mogliśmy się przygotować na taką katastrofę, bo to się w głowie nie mieści. Coś takiego jeszcze się nie wydarzyło - komentuje Kwaśniewski. Jak podkreśla Polska jest przygotowana, jeśli chodzi o to, jak w takich wypadkach ma funkcjonować państwo. Jednak ludzie, którzy zginęli, będą nie do zastąpienia.
- W przypadku prezydenta rzecz jest jasna. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski objął obowiązki prezydenta. Ma wszystkie prerogatywy prezydenta poza możliwością skracania kadencji Sejmu. Ma teraz obowiązek wyznaczyć termin wyborów - mówi. Dowódcy mają zastępców, którzy przejmują obowiązki. W ciągu kilku tygodni pełniący obowiązki prezydenta podejmie decyzje kadrowe.
Kwaśniewski nie krył zdziwienia, że w jednym samolocie byli wszyscy dowódcy sił zbrojnych. - Ze względów bezpieczeństwa takie rzeczy nie powinny mieć miejsca.
- Jednak zastąpienie tych osób przez nowych ludzi - choćby w przypadku parlamentarzystów - będzie długotrwałym procesem - mówi Kwaśniewski.
- Nie da się szybko na Lewicy znaleźć kogoś kto będzie miał taka wiedzę, talent i możliwości, jak Jerzy Szmajdziński. Podobnie w przypadku Joli Szymanek-Deresz czy Izabeli Jarugi-Nowackiej. Straty jakie poniósł PiS są szczególnie dramatyczne. Zginęła przewodnicząca klubu Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalli-Świat, poseł Gosiewski, ludzie z Kancelarii Prezydenta. Ci ludzie jakościowo mogą być nie do zastąpienia - dodaje.
- Przed wejściem do studia dowiedziałem się, że córka pani Izabeli Jarugi-Nowackiej spodziewa się dziecka. Parę miesięcy temu byłem na weselu córki Joli Szymanek-Deresz. Jurek Szmajdziński wczoraj miał 8 urodziny, składaliśmy mu życzenia. I to wszystko się przerwało w ciągu kilkunastu sekund - mówi Kwaśniewski.
"Był znakomitym ekspertem"
- Znaliśmy się z prezydentem Lechem Kaczyńskim 35 lat. Poznaliśmy się w połowie lat 70. na Uniwersytecie Gdańskim, był wówczas młodym asystentem wykładającym prawo pracy - wspomina Aleksander Kwaśniewski.
- Moja żona studiowała prawo, przez nią się poznaliśmy. Lech Kaczyński spotykał się czasami z grupą studencką, w której była. Co mnie zaskoczyło po latach, prezydent pamiętał cały czas nazwiska całej grupy studenckiej mojej żony. Rozmawialiśmy o tym parę miesięcy temu. Prezydent miał niebywałą pamięć do nazwisk, dat - mówił byłt prezydent.
Jak wspomina, po spotkaniu na studiach, długo się nie widzieli. Ponownie spotkali się przy Okrągłym Stole. - Lech Kaczyński był znakomitym znawcą prawa pracy. W zespole ds. związków zawodowych, któremu współprzewodniczyłem, był ekspertem. Znakomitym.
- Należał do nielicznej grupy osób - ze strony Solidarności to był jeszcze Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek - które uczestniczyły we wszystkich tzw. Magdalenkach. Także w spotkaniach, które odbywały się na górze dzisiejszego Pałacu Prezydenckiego. W pomieszczeniach, które później stały na 10 lat się moim mieszkaniem, a następnie mieszkaniem Lecha Kaczyńskiego.
- Ten świat jest strasznie przewrotny. Rozmawialiśmy w miejscu, które później miało stać się naszym mieszkaniem, o czym nie wiedzieliśmy. Delegacja poleciała do Katynia oddać cześć ofiarom i sama stała się ofiarą.
Jak Aleksander Kwaśniewski wspomina Lecha Kaczyńskiego? - Jako prezydenta dosyć wycofanego, może nienajlepiej czującego się w tej roli. Jeśli chodzi o poglądy polityczne - nie zawsze się zgadzaliśmy. Jako partner do rozmów był bardzo otwarty, gadatliwy, z dużą wiedzą historyczną. To był bardzo interesujący rozmówca, sprawiał wrażenie ciepłego człowieka - mówił.