- Uwzględniając wkład Wojska Polskiego, którego żołnierze walczyli z niemiecko-faszystowskim najeźdźcą na terytorium ZSRR, a także uczestniczyli w szturmie Berlina i Paradzie Zwycięstwa 1945 roku, podjęto decyzję o zaproszeniu do udziału w defiladzie kompanii reprezentacyjnej sił zbrojnych Polski - powiedział Kołmakow na konferencji prasowej w Moskwie. Wcześniej podano, że w paradzie uczestniczyć będą również żołnierze z
USA, Wielkiej Brytanii i Francji, jak też z krajów poradzieckiej Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP).
To nie NATO. To koalicja Rosyjski minister obrony zaznaczył, że w defiladzie "nie będą uczestniczyły wojska NATO, jak informuje część mediów, lecz żołnierze armii krajów koalicji antyhitlerowskiej, których historyczna droga związana jest ze wspólną walką z faszyzmem w Europie". Kołmakow przekazał też, że żołnierze z Gruzji nie zostali zaproszeni na paradę. "
Gruzja nie należy do WNP" - wyjaśnił. Wcześniej szef wydziału administracyjnego Kremla Władimir Kożin poinformował, że do Moskwy nie zaproszono gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwilego.
Protest radykalnej opozycji. NATO na Placu Czerwonym?! Przeciwko udziałowi żołnierzy państw zachodnich w moskiewskiej defiladzie w poniedziałek w stolicy Rosji protestowało kilkudziesięciu aktywistów zdelegalizowanej Partii Narodowo-Bolszewickiej (PNB) kierowanej przez Eduarda Limonowa. Obrzucili oni świecami dymnymi siedzibę Biura Informacyjnego NATO. Według Limonowa, spalili też flagę Sojuszu.