Pod koniec lutego
TVN24 wyemitowała wywiad z b. ministrem sportu, w którym powiedział on m.in., że gardzi polityką. - Ja jestem dowodem na to, że Polska jest w dalszym ciągu dzikim krajem. Zabito mi matkę, taka jest prawda. W związku z tym nie mam odrobiny dobrych emocji do ludzi, którzy to zrobili. Na całe szczęście wiem - bo wierzę w Boga - że jest piekło, że ci ludzie trafią do piekła - mówił wtedy Drzewiecki.
- Żałuję tego, bardzo niezręcznie to zabrzmiało. Zawsze byłem związany z Polską i określenie "dziki kraj" nie odnosiło się do Polski jako kraju. Mówiłem o metodach haków, pomówień i podsłuchów w polityce, czemu ja także jako polityk jestem winien. Przepraszam - mówił dziś Drzewiecki w "Kropce nad i".
"Jestem patriotą i kocham Polskę" - Bardzo żałuję, że taki fakt miał miejsce. Nigdy nie uważałem, że Polska jest dzikim krajem, bo jestem patriotą i kocham Polskę. Wszystkich, którzy poczuli się urażeni, przepraszam - powtarzał kilka razy. Część winy, za to, co ukazało się w prasie zrzucił na dziennikarzy, którzy - jak powiedział - wyjęli jego słowa z kontekstu. - To była rozmowa, która nigdy nie miała się ukazać; rozmawiałem z dziennikarzem, z którym miałem tylko rozmawiać na temat golfa - tłumaczył się były minister.
Mówił też o swojej roli w aferze hazardowej. - Powtarzam jeszcze raz: ja nie mam żadnego związku z aferą hazardową. Sam spokojnie czekam na zakończenie prac komisji i prokuratury - stwierdził.
Dodał, że nigdy nie zajmował się ustawą hazardową i nigdy nie rozmawiał na jej temat z biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem. - Ja sobie nigdy nie przypominam, żeby on w tej sprawie się do mnie zwracał - zapewniał.
Polityk zaprzeczył także, że rozmawiał z Sobiesiakiem o tzw. aferze hazardowej jesienią zeszłego roku - już po ujawnieniu w październiku tzw. afery hazardowej - podczas spotkania na Florydzie.
"Nie spotkałem się z panem Sobiesiakiem jesienią na Florydzie" O tym spotkaniu powiedział hazardowej komisji śledczej Sobiesiak podczas przesłuchania na zamkniętym posiedzeniu. Relacjonował, że gdy czekał na córkę, która "buszowała po jakimś shoppingu", zobaczył Drzewieckiego, który przywiózł do sklepu żonę. - I pani Nina idzie, więc witam się z nią. (...) I przez panią Ninę się umówiłem. Miał tam przyjechać za 2 godziny czy za kiedyś; żeśmy się raz tam widzieli. (...) O aferze coś tam było... to była taka rozmowa, ja nie wiem, on był obrażony na mnie, ja na niego - mówił Sobiesiak.
Zdaniem Drzewieckiego przekaz Sobiesiaka jest "niezręczny". - Nie spotkałem się z panem Sobiesiakiem. Prawdą jest to, co powiedział pan Sobiesiak, że spotkał przypadkowo na zakupach moją żonę. (...) Ja podjechałem, zabrałem moją żonę, nie widziałem pana Sobiesiaka wtedy - mówił Drzewiecki w "Kropce nad i".
Były minister sportu, który zeznawał już przed hazardową komisją śledczą, zapewnił, że nadal jest w każdej chwili do dyspozycji komisji. - Jeżeli będzie taka potrzeba, to oczywiście stanę przed nią raz jeszcze, bo nie mam niczego do ukrycia - oświadczył.
Oświadczył też, że nie ma zamiaru rezygnować ani z mandatu posła, ani z kariery politycznej w ogóle. Chce zostać w Sejmie, by - jak podkreślił "dopilnować" realizacji ważnych spraw, m.in.
Euro 2012 i Orlików. - Politykę uprawiają też ludzie. Ja jestem zwyczajnym człowiekiem i w tym przypadku popełniłem błąd. Przyznaję - tak jest - powiedział Drzewiecki.