Uczennice, które się obejmują pozując do zdjęć, manifestują swą orientację seksualną i zachowują niegodnie - uznała dyrekcja liceum i nakazała usunąć fotografie z internetu. Jeśli Ania z Mają tego nie zrobią, wylecą ze szkoły
Przeczytaj historię dziewczyn i zdjęć, które wywołały burzę w szkole Zdaniem Anny Wołosik, nauczycielki i przewodniczącej Stowarzyszenia "W Stronę Dziewcząt" sprawa licealistek z Łodzi pokazuje siłę tradycyjnych oczekiwań wobec dziewcząt. - Oczekiwania pracowników szkoły wobec dziewcząt, to są oczekiwania bardzo tradycyjne mają być ciche, posłuszne, wstydliwe. W momencie kiedy pojawiają się dziewczyny aktywne, asertywne, które chcą wyrazić siebie, chcą wpływać i kształtować swoje życie, to pokazuje się im gdzie jest ich miejsce. W jakiś sposób karze za to, że odstają od tego tradycyjnego oczekiwania - wyjaśniała w Komentarzach Radia
TOK FM. Według Wołosik ujawniona przez "Gazetę Wyborczą" sprawa pokazała też, "podwójny standard seksualności/moralności, że aktywni mogą być tylko chłopcy i mężczyźni".
Jak dodała tego typu oczekiwania "są szerzej reprezentowane". - Jeżeli ktoś poza te oczekiwania wykracza, to jest to jest to zaburzenie obrazu społecznego, ról społecznych i w związku z tym następuje określona reakcja - dodała.
Do oglądania zdjęć nikt nikogo nie zmusza Uczennicom z Łodzi nakazano ściągnięcie zdjęć z fotobloga. Powód? "Propagowanie odchudzania", co może prowadzić do anoreksji i "manifestowanie orientacji seksualnej". Takiej reakcji nie rozumie Anna Wołosik. - Te zdjęcia są umieszczone na prywatnym fotoblogu. Dziewczęta ich nie rozwiesiły na korytarzach, nie rozesłały do uczniów. Na fotobloga wchodzi ten kto chce. Jeżeli komuś treści tam prezentowane nie odpowiadają, to nie jest w żaden sposób zmuszony żeby to oglądać - mówiła. - Nie powstaje więc tutaj coś, co jest definiowane jako nieprzyjazne środowisko. Kiedy ktoś jest narażony na oglądanie czy słuchanie rzeczy, które mogą narażać jego uczucia - dodała.
Jak mówi polonistka i była wychowawczyni Ani i Mai - Marta Konarzewska - dziewczyny zdecydowały się na ujawnienie sprawy, bo "podkreślają, że to nie jest tylko ich problem". - W szkole bardzo często zdarza się takie standaryzowanie zachowań, komentowanie zachowań niestandardowych - powiedziała w Komentarzach Radia TOK FM. Według niej sprawa zdjęć pokazuje ważne uniwersalne problemy: homofobii, granic prywatności, cenzury i nieodróżniania "tego co jest sztuką od epatowania erotyką i pornografii".
"Jak ktoś powiedział, że nie wolno - to nie wolno" Konarzewska podkreśla, że o sprawie dowiedziała się od dziewczyn, bo "grono nauczycielskie wykluczyło" ją ze sprawy. Jak mówi w szkole jest "grono uczniów, które wspiera dziewczyny". - Ale to się odbywa w ciszy. Nie było żadnego listu w obronie dziewczyn. Ale no cóż, w szkole zdziwienia nie ma, bo
szkoła jest przestrzenią władzy: jak ktoś powiedział że nie wolno, to nie wolno - komentowała. - Czy można orientację seksualną mieszać z godnym czy niegodnym reprezentowanie szkoły? Nie można - podkreśliła nauczycielka.