48-letni Guillermo Farinas rozpoczął protest dzień po śmierci więźnia politycznego Orlanda Zapatery, który zmarł po 85 dniach głodówki.
"Jego stan sie pogarsza. Wobec wzrostu gorączki i wystąpienia drgawek oraz torsji trzeba było przerwać podawanie mu pożywienia przez kroplówkę, co spowodowało jeszcze większe osłabienie organizmu" - poinformowała rzeczniczka rodziny Licet Zamora.
Farinas nie mógł już w sobotę przyjąć "braci w walce", z których wielu próbowało go odwiedzić w szpitalu w Santa Clara, 270 km na wschód od Hawany, na oddziale intensywnej terapii - dodała Licet Zamora.
Lekarze próbują obecnie dobrać odpowiedni antybiotyk, ponieważ dotychczas stosowany nie pomógł.
Mimo ciężkiego stanu zdrowia Guillermo Farinas, "nie chce przerwać strajku głodowego i zamierza doprowadzić go do ostatnich konsekwencji, ponieważ jeśli umrze, potwierdzony zostanie dyktatorski charakter rządów na Kubie" - oświadczyła Licet Zamora.
Strajk głodowy Guillermo Farinasa jest wyrazem jego protestu przeciwko złemu traktowaniu 26 więźniów politycznych na Kubie, którzy wymagają pomocy medycznej. Dysydent jest teraz pod opieką lekarzy ze szpitala Santa Clara. Guillermo Farinasa trafił do tej lecznicy po raz kolejny w połowie marca. Odratowano go tam, kiedy stracił przytomność z wycieńczenia głodem.
Z Kubańczykiem rozmawiał wówczas telefonicznie były prezydent
Lech Wałęsa, który chciał w ten sposób udzielić wsparcia dysydentowi.
W związku z sytuacją na Kubie polski
Sejm przyjął też uchwałę potępiającą represje władz w Hawanie wobec opozycjonistów. Posłowie wezwali w niej rządzących Kubą do uwolnienia więźniów i podjęcie rozmów z opozycją.
Według tamtejszych dysydentów, w zakładach karnych na Kubie jest przetrzymywanych około 200 więźniów politycznych.