Miller: Pilot wykonał mistrzowski manewr i dzięki temu wszyscy żyją

jagor, Anita Kozłowska, Mateusz Sadowski, PAP
22.03.2010 , aktualizacja: 22.03.2010 16:59
A A A Drukuj
Leszek Miller Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta Leszek Miller
- Czasami wymiar sprawiedliwości się myli, ale tym razem się nie pomylił - tak Leszek Miller skomentował wyrok uniewinniający dla ppłk Marka Miłosza - pilota śmigłowca, którym b. premier leciał w 2003 r., gdy doszło do awarii.
Helikopter którym leciał Leszek Miller
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Helikopter którym leciał Leszek Miller
- Wszyscy, którzy byliśmy na pokładzie helikoptera w tym feralnym dniu mamy poczucie satysfakcji, że sprawiedliwości stało się zadość - powiedział Leszek Miller.

Były premier podkreślił, że dzięki wyjątkowym umiejętnościom on i inne osoby, które leciały tego dnia, dziś mogą się razem spotykać, wspominać moment awaryjnego lądowania i cieszyć się, że ocaleli.

Pytany, co sądzi o tak długo ciągnącym procesie, b. premier stwierdził, że wcale nie dziwi się irytacji ppłk Miłosza. - Jeśli dziś zapadłby wyrok skazujący dla pana Miłosza, byłby to koniec jego kariery jako pilota, a latanie jest jego prawdziwą pasją - wyjaśnił.

Miller mówił też, że gdyby "miał wybierać z jakim pilotem mógłby w trudnych warunkach atmosferycznych lecieć helikopterem, to wybrałby pułkownika Miłosza".



Miłosz został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku oraz o umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy. Miało się tak stać przez to, że nie włączył ręcznego trybu instalacji przeciwoblodzeniowej, choć na trasie śmigłowca występowała temperatura poniżej 5 stopni Celsjusza. W takich warunkach instrukcja zaleca przejście z trybu automatycznego na ręczny. Śmigłowiec Mi-8 z 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego rozbił się 4 grudnia 2003 pod Warszawą.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się