Pilot Leszka Millera uwolniony od zarzutu spowodowania katastrofy

aa, PAP
22.03.2010 , aktualizacja: 22.03.2010 14:46
A A A Drukuj
Z Małgorzata Kozłowską, która była na pokładzie rozbitego śmigłowca, jak pracownica kancelarii premiera Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Z Małgorzata Kozłowską, która była na pokładzie rozbitego śmigłowca, jak pracownica kancelarii premiera
Po sześcioletnim procesie Sąd Wojskowy uniewinnił podpułkownika Marka Miłosza, który w 2003 roku awaryjnie lądował śmigłowcem w Warszawie z premierem Leszkiem Millerem na pokładzie. Prokuratura dowodziła, że do katastrofy przyczynił się pilot. Sąd orzekł, że Miłosz jest niewinny.
Podpułkownik Marek Miłosz został uniewinniony
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Podpułkownik Marek Miłosz został uniewinniony
Miejsce katastrofy, do której doszło w grudniu 2003 roku
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Miejsce katastrofy, do której doszło w grudniu 2003 roku


- Nie zawsze jest tak, że ktoś za coś jest winny - stwierdził Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie.

Maszyna Mi-8 z 36. specjalnego pułku lotnictwa transportowego, wracając z Wrocławia do Warszawy z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem rozbiła się 4 grudnia 2003 pod Warszawą, gdy wyłączyły się obydwa silniki. Miłosz zdołał awaryjnie wylądować, stosując manewr autorotacji. Jego opanowanie i umiejętności podkreślali doświadczeni piloci.

Wojskowa komisja, która badała wypadek, za najbardziej prawdopodobną przyczynę awarii uznała oblodzenie. Także tamta komisja zaznaczyła, że załoga nie miała danych wskazujących na ryzyko oblodzenia. O braku sygnałów o możliwym oblodzeniu zeznawali przed sądem również świadkowie ze służb meteorologicznych.

Prokuratura: rok więzienia w zawieszeniu

W wypadku ucierpieli ówczesny premier, szefowa jego gabinetu politycznego Aleksandra Jakubowska, dwoje pracowników Centrum Informacyjnego Rządu, lekarz, pięciu oficerów BOR, trzech pilotów i stewardesa. Dwanaście osób przeszło długotrwałe leczenie.

Prokuratura oskarżyła Miłosza o umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy - przez to, że nie włączył ręcznego trybu instalacji przeciwoblodzeniowej, choć na trasie przelotu występowały temperatury poniżej plus 5 stopni - i o nieumyślne spowodowanie wypadku. Domagała się roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Proces trwał sześć lat.

Obrona przekonywała, że Miłosz nie wiedział o grożącym oblodzeniu, ponieważ takiego ostrzeżenia nie zawierały dostarczone mu komunikaty meteorologiczne, a temperatura w momencie startu wynosiła ponad plus pięć stopni Celsjusza. Adwokat Andrzej Werniewicz argumentował, że Miłosz prawidłowo wykonywał podejście do lądowania, nie wiedział o niesprawności czujnika oblodzenia i nie miał informacji meteorologicznych o ryzyku oblodzenia.

Sam Miłosz prosił sąd, by wydając wyrok uwzględnił wiedzę, jaką dysponowała załoga tamtego dnia, a nie wszystkie ustalenia, poczynione przez ekspertów już po wypadku.

Sąd: pilot nie zawinił

- Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy, po jego rozważnej ocenie, nie pozwolił przypisać oskarżonemu zawinienia całej sytuacji i jej następstw - powiedział w ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Mirosław Kolankowski. Podkreślił, że należy całą sprawę oceniać na podstawie wiedzy pilota w trakcie lotu, a nie późniejszych ekspertyz i wiadomości.

Sąd uznał, że ppłk Miłosz miał prawo nie wiedzieć o niekorzystnych warunkach pogodowych panujących 4 grudnia 2003 r. wokół Warszawy. Mówiła o tym cywilna prognoza meteo, ale oskarżony nie miał do niej dostępu, bo korzystał z wojskowej, która nie ostrzegała przed możliwością oblodzenia. To właśnie oblodzenie spowodowało wyłączenie pracy silników maszyny i konieczność awaryjnego lądowania.

Po wyroku prok. Ireneusz Szeląg powiedział, że "wysoce prawdopodobna" jest apelacja. - Decyzję podejmiemy po analizie pisemnego uzasadnienia wyroku - stwierdził.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się