Wybory 2010. "Dają sobie buzi, a nie po buzi" - eksperci po debacie PO

ps, PAP, IAR
21.03.2010 , aktualizacja: 21.03.2010 23:03
A A A Drukuj
Chciano pokazać: "jak my umiemy pięknie różnić się, pięknie spierać", później nikt nie da sobie po buzi, tylko raczej buzi - tak politolog, dr Bartłomiej Biskup podsumował debatę pomiędzy kandydatami PO w prawyborach - Radosławem Sikorskim i Bronisławem Komorowskim. Podobne wrażenia mają inni eksperci.
Radosław Sikorski i Bronisław Komorowski ściskają sobie ręce na początku debaty
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Radosław Sikorski i Bronisław Komorowski ściskają sobie ręce na początku debaty
Debata była "nudna i pozbawiona wyrazu" uważa Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Atmosferę debaty zabiło to, że politycy znali wcześniej pytania, ale pozwoliło im to uniknąć wpadek - uważa ekspert.

Były złośliwości, ale w formie aluzji

Podobnego zdania jest dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego: według niego wystąpienia były "drętwe", a emocje "silnie tłumione", w paru miejscach pojawiły się złośliwości, ale w formie aluzji. Według Flisa te wzmianki (o nieznajomości jeż. angielskiego przez Komorowskiego, czy obecności w rządzie PiS Sikorskiego) wywołały efekt gorszy, niż gdyby te uwagi obaj dyskutanci wypowiadali otwarcie.

- Ludzie potrzebują czegoś takiego - uważa z kolei politolog prof. Wawrzyniec Konarski, który debatę określa jako "interesujący pokaz kultury politycznej", choć nie była ona "w pełni krwista". - Różnili się w niuansach - podsumował Konarski, dodając, że w Polsce brakuje takich spektakli politycznych.

"To dobrze ustawiony teatr, nie wniósł nic nowego"

Dr Wojciech Jabłoński, specjalista od marketingu politycznego, zwraca uwagę, że niedzielne spotkanie przygotowano tak, by łamało podstawowe zasady telewizyjnej debaty politycznej: kandydaci nie mieli możliwości i chęci na wzajemne ataki, nie mogli zadawać sobie pytań, na sali brakowało publiczności, a dziennikarze mogli tylko relacjonować wydarzenie.

- To dobrze ustawiony teatr (...) Niczego to kompletnie nie wniosło, nie było nowych wizji, pomysłów, wartości - ocenił dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego - Chciano pokazać: "jak my umiemy pięknie różnić się, pięknie spierać", później nikt nie da sobie po buzi, tylko raczej buzi - podsumował dr Biskup. Politolog przypomniał też, że opinie kandydatów na różne tematy były bardzo dobrze znane przed debatą.

Bon moty Sikorskiego vs swoboda Komorowskiego

Eksperci uznają, że debata skończyła się remisem, ale często ze wskazaniem na jednego z kandydatów. Według Konarskiego Sikorski wypadł lepiej od Komorowskiego. - Swoje wypowiedzi zademonstrował w sposób merytorycznie interesujący, pokazujący pewnego rodzaju bon-moty, a z drugiej strony mieścił się w czasie, co się kilka razy nie udało Komorowskiemu - zaznaczył Konarski.

Biskup z kolei uważa, że lekką przewagę ma Komorowski. Na jego korzyść przemawia większa swoboda przed kamerami, szef MSZ był bowiem bardziej spięty. - Ale różnice są minimalne - podsumowuje Biskup.

W ocenie Flisa szef MSZ przedstawił się zdecydowanie lepiej jako dyskutant. Socjolog krytykuje jednak czytanie wystąpień z kartki przez obu polityków, którzy "permanentnie spuszczali wzrok". - Spodziewałbym się jednak, że osoby, które kandydują na prezydenta, potrafią przez pięć minut powiedzieć coś od siebie, z głowy, a nie z kartki - powiedział Flis.

Główny przegrany to Lech Kaczyński

Niemal wszyscy zgodnie podkreślają, że największym zwycięzcą wyborów jest Platforma Obywatelska. - Chodziło głównie o medialną zagrywkę i zainteresowanie mediów. To się udało, tego wypada pogratulować, a na pewno zganić opozycję, za to, że nie ma równie dobrych pomysłów na przyciągnięcie mediów - powiedział Jabłoński - Główny przegrany znajdował się poza światłem kamer, a tym głównym przegranym jest prezydent Lech Kaczyński - dodał.

Również Biskup zauważył, że organizatorzy debaty nie zapomnieli, by podkreślić jedność PO, niezależnie od wyników prawyborów.

Zdaniem Flisa, nawet jeśli większość członków PO już zdecydowała na kogo zagłosuje, to prawybory w PO mogą być rozstrzygnięte różnicą nawet kilkuset głosów, dlatego debata może mieć istotny wpływ na wynik.

- Jeśli się okaże, że będą zgrzyty w PO, nieprzezwyciężalne kwasy po tym wszystkim, to pewnie będzie to przeszkodą dla innych, żeby nie testować tego wariantu, bo jest związany ze zbyt dużym ryzykiem - powiedział Flis.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się