- Weto w obecnym kształcie daje prezydentowi pokusę i iluzję współrządzenia, ale tak naprawdę daje mu władzę wkładania kija w szprychy - mówił szef MSZ. Podkreślał, że obecny rząd jest ofiarą tak silnego weta. I tu wymienił reformy, które przez nie upadły, jak np. służby zdrowia. Komorowski jednak przypominał, że zmiana uprawnień prezydenta w nadchodzącej kadencji nie będzie możliwa. - Prezydent nie może stosować weta tylko dlatego, że ma w danej sprawie inną opinię niż rząd - zauważał. Przyznawał też, że "w polityce zdarzają się szaleństwa". - Dopiero wtedy prezydent musi mieć odwagę, żeby użyć weta dla ochrony wspólnego polskiego interesu - dodawał.
Różnice ws. in vitro Co z kolei kandydaci w prawyborach myślą na temat zapłodnienia in vitro? Okazało się, że obaj opowiadają się za stosowaniem in vitro, ale na różnych zasadach. - 20 proc. młodych małżeństw w Polsce ma problemy z uzyskaniem dziecka, to byłaby straszliwa bezduszność skazywanie tych ludzi na brak nadziei na własne dzieci - mówił Komorowski. Podkreślił, że in vitro powinno być współfinansowane przez państwo, jednak nie we wszystkich przypadkach.
- Państwo ma prawo traktować wydatek z budżetu, jako swoistą inwestycję. Refundacja powinna być, gdy jest szansa, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane, na dobrych obywateli - dodał. Co miał na myśli marszałek? Jak później precyzował, chodzi o to, że szans na wychowanie dzieci nie mają np. starsi rodzice. Dofinansowanie in vitro powinno więc być ograniczone.
Z kolei Sikorski opowiedział się za projektem posłanki PO Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, który umożliwia stosowanie in vitro także przez pary żyjące w konkubinacie. - Mam nadzieję, że projekt ten trafi do prac sejmowych jak najszybciej, bo sprawa jest rzeczywiście poważna - zauważał sugerując tym samym, że prace nad tym projektem opóźnia marszałek Sejmu.
Pytania od internautów Podczas debaty padły też pytania od internautów. Wybrano je spośród 1,5 tys., które przesłano za pośrednictwem strony internetowej partii. "Andzia" i "Kaczorek" pytali o zatrudnienie w Kancelarii Prezydenta. I tu się obaj kandydaci nie różnili, bo chcą zmniejszyć liczbę urzędników w niej pracujących.
- Przed wojną prezydent miał olbrzymią władzę, a miał kilkudziesięciu urzędników. Teraz ma mniejszą, a ma kilkuset - zauważał Radosław Sikorski. - Skoro z budżetu Kancelarii Prezydenta są na przykład finansowane zabytki miasta Krakowa, to ja bym ciął na zbędnych etatach, a przeznaczył więcej na zabytki. Mniej tłuszczu a więcej reprezentowania Polski na przyzwoitym, europejskim poziomie, a jak trzeba to i z przytupem - dodał. - Widok prezydenta, który wysiada ze śmigłowca w otoczeniu czterech rosłych mężczyzn z pistoletami w ręku tak, że wszyscy to widzą to przesada - ocenił z kolei Bronisław Komorowski.
Palikot nie będzie szefem Kancelarii. Giertych też nie Sikorski uciął też spekulacje, co do ewentualnego stanowiska szefa Kancelarii Prezydenta. - Nie będzie nim Janusz Palikot - mówił, na co Komorowski odparował: - Moim nie będzie Roman Giertych, na sto procent, gwarantuję.
Pytani z kolei, gdzie udadzą się na swoją pierwszą podróż zagraniczną marszałek Sejmu zadeklarował, że będzie to Bruksela lub Wilno, natomiast Sikorski - do Brukseli.
Kto wygrał? Który z kandydatów zwyciężył? Na końcu debaty pewniejszy wydawał się Komorowski. Sikorski starał się jeszcze raz wzywać członków PO do głosowania na swoją kandydaturę - Stoicie przed wyborem prezydentury zacnej i zachowawczej, albo śmiałej i ambitnej. Ślubuję nie zawiodę waszego zaufania. Dajemy szansę nowej Polsce i nowemu pokoleniu - apelował. Tymczasem marszałek Sejmu jakby już był pewny swojej wygranej. Wspominał bowiem o dużym poparciu sondażowym dla Platformy, a te właśnie jemu dają większą szansę na wygraną niż Sikorskiemu. - Sondaże traktuję jako szansę, a nie gwarancję. Trzeba będzie dalej pracować bardzo intensywnie, a ostatecznym sprawdzianem jest sam fakt głosowania, zarówno członków PO w czasie prawyborów, jak i w czasie wyborów prezydenckich wszystkich obywateli - dodawał.